naszło mnie na rozkmine z życia wziętą. bardzo świeże zdarzenia powodują napęd tych wszystkich liter, zamieniających się w niecierpliwe wyrazy, aż w końcu w zagubione zdania. nie ma czasu na sklejanie tego chaosu. każdy orze jak może!
tylko jego mentalność pozwala mu zbliżyć się do mnie. nie uciekam. wciąż go obserwuję, sprawdzam, przepytuję. coraz częściej przekonuję się, że tak wiele nas dzieli, a mimo to daję jemu i sobie szansę. nie zabawiam się. traktuję sprawę poważnie. uczucia zastępuję delikatnym uśmiechem i beztroskim spojrzeniem w oczy. on wie, że nie ma w tym ani krzty miłości. mimo to, daje się wciągnąć w czułe gesty. wciąż mam w głowie jego uśmiech – wymarzone dołeczki w policzkach, do tego dochodzi to spojrzenie, które daje poczucie bezpieczeństwa i totalnej swobody. pragnę go coraz bardziej, bez obawy o to co powiedzą inni i czy będziemy żyli długo, czy raczej nieszczęśliwie.. zapominam o wszystkim, gdy mam go obok siebie. nie boję się spróbować i daję nam szansę.
te zmiany, które zaszły we mnie kilka miesięcy temu, pomału wychodzą ze mnie, dostrzegam je, jestem z nich dumna. zamiast wiecznej pogoni za szczęściem, przed którym tak naprawdę uciekałam, w końcu mam uśmiech na twarzy. bo żyję teraźniejszością, nie przejmując się tym co znów źle zrobiłam.
piątek, 9 grudnia 2011
zaćmienie słońca
byłam w izolacji, bo znajomi się odwrócili i zostałam sama ze sobą, potem się wkurwiłam i wróciłam do życia.
niedziela, 20 listopada 2011
i'm not afraid.
Ludzie potrafią niszczyć, psychicznie przede wszystkim.. Czasami robią to całkowicie nieświadomie. Ale niektórzy tną słowami z dokładnością chirurga twoje myśli i uczucia. Dla własnej satysfakcji, dla lepszego samopoczucia i dla ?
Dla zabawy. Bo czemu nie, bo kto im zabroni. Kto zabroni tym wszystkim gnojkom pociągać za sznurki cudzego życia? Nikt. A wiecie co ? To jest piękne. i cieszę się, że jestem jednym z nich.
Jeśli ktokolwiek jest na tyle słaby, że daje sobą manipulować to jego problem, a pociecha dla manipulatorów.
Jeśli ktokolwiek włączą się całkowicie oportunistycznie w owczy pęd - jest słaby - jego problem. Tacy ludzię nigdy nie osiągną sukcesu, nie mają ikry, własnego zdania, charakteru, charyzmy. Każdy lekki podmuch wiatru w ich psychikę pokazuje co mają pod spodem, coś ala Marylin Monroe w scenie z sukienką, tylko nie ma w tym ani krzty klasy, jest to żałosne. Są przejrzyści, banalni, gardzę nimi. Później kończą na "wysokich" stanowiskach smażąc frytki w McDonaldzie. I zanoszą się głośnym pytaniem "dlaczego tak skończyłem" - kretyni, niemożliwa jest odpowiedź na pytania retoryczne. Czy nikt im nie wytłumaczył, że do sukcesu nie ma windy? trzeba zapierdzielać po schodach, milion stopni do góry.
Kto oglądał "Człowieka z Blizną" z rewelacyjnym Al'em Pacino w roli głównej wie o czym mówię. Kto nie oglądał - krótko streszczę. Człowiek który jest nikim, poprzez spryt, charyzmę i wyznawanie zasady "po trupach do celu" (czasem bardzo dosłownie) wspiął się na sam szczyt. Nie cofnął się przed niczym, ryzykował wszystko, wygrał wszystko. Proste.
"The world is yours", Świat jest twardy, trzeba grac twardo. Trzeba walczyć o swoje, o marzenia, o każdą pieprzoną kwestię na której nam zależy. Bez skrupułów. Do końca. Kogo obchodzi co myślą inni. To mi ma być dobrze. Świat ma być mój.
Świat będzie mój. I to nie dlatego, że kupię sobie globus..
z pozdrowieniami od Krzysztofa Hanaka.
+ NOBEL : *
Dla zabawy. Bo czemu nie, bo kto im zabroni. Kto zabroni tym wszystkim gnojkom pociągać za sznurki cudzego życia? Nikt. A wiecie co ? To jest piękne. i cieszę się, że jestem jednym z nich.
Jeśli ktokolwiek jest na tyle słaby, że daje sobą manipulować to jego problem, a pociecha dla manipulatorów.
Jeśli ktokolwiek włączą się całkowicie oportunistycznie w owczy pęd - jest słaby - jego problem. Tacy ludzię nigdy nie osiągną sukcesu, nie mają ikry, własnego zdania, charakteru, charyzmy. Każdy lekki podmuch wiatru w ich psychikę pokazuje co mają pod spodem, coś a
Kto oglądał "Człowieka z Blizną" z rewelacyjnym Al'em Pacino w roli głównej wie o czym mówię. Kto nie oglądał - krótko streszczę. Człowiek który jest nikim, poprzez spryt, charyzmę i wyznawanie zasady "po trupach do celu" (czasem bardzo dosłownie) wspiął się na sam szczyt. Nie cofnął się przed niczym, ryzykował wszystko, wygrał wszystko. Proste.
"The world is yours", Świat jest twardy, trzeba grac twardo. Trzeba walczyć o swoje, o marzenia, o każdą pieprzoną kwestię na której nam zależy. Bez skrupułów. Do końca. Kogo obchodzi co myślą inni. To mi ma być dobrze. Świat ma być mój.
Świat będzie mój. I to nie dlatego, że kupię sobie globus..
z pozdrowieniami od Krzysztofa Hanaka.
+ NOBEL : *
poniedziałek, 17 października 2011
15 minut..
nie jestem homoseksualistką, narkomanką, dziwką, dorosłą tatuażystką, miłośnikiem używanych kolczyków, ani kimkolwiek innym z kim można by mnie skojarzyć. w zasadzie nie jestem nikim szczególnym i chyba niczym specjalnym się nie wyróżniam. czasem tylko nagle drętwieją mi palce i w pół chwili robi się przeraźliwie zimno, niepokój przechodzi w bezsenność, ucieka poczucie bezpieczeństwa. nie lubię wizyt u lekarzy.. bóli brzucha, powierzchownych zranień, strachu, obaw i wstydu. najbardziej boję się umrzeć przed Tobą. na co dzień tak nie biadolę.
to musiało się skończyć. nie można długo żyć w neurozie albo w psychozie. tego nie wytrzyma żaden człowiek. trudno przecież przez całe życie być pijanym. nie aż tak.
lubił prowokować intelektualnie. od tego się zaczęło. od słownych gier. aluzyjek przemycanych zgrabnie w wypowiedziach. lubię ten rodzaj igrania, to dotykanie siebie przez słowa.. wystarczyło mu 15 minut, a ja mam łzy w oczach i uśmiech na twarzy.
to musiało się skończyć. nie można długo żyć w neurozie albo w psychozie. tego nie wytrzyma żaden człowiek. trudno przecież przez całe życie być pijanym. nie aż tak.
lubił prowokować intelektualnie. od tego się zaczęło. od słownych gier. aluzyjek przemycanych zgrabnie w wypowiedziach. lubię ten rodzaj igrania, to dotykanie siebie przez słowa.. wystarczyło mu 15 minut, a ja mam łzy w oczach i uśmiech na twarzy.
sobota, 1 października 2011
rozwód z przeszłością
nieważne kim dziś jestem.. kim byłam..
nieważne jaka była prawda i dlaczego..
nieważne, że tylko blizny mi pozostały..
nieważne, że to moja kruchość i choroba..
nieważne, że serce z żalu krwawi..
nieważne, że lęk płynie z oczu..
ludzie i tak bez pytania wiedzą swoje.
czasami z ludźmi nie warto dyskutować, nie warto im tłumaczyć, jedyne co warto, to zostawić ich i odejść. osamotnienie jest jedną z najcięższych kar, na które człowiek może skazać człowieka.
czułam w sobie tylko ogromną pustkę. co więcej byłam z tego całkiem zadowolona, pustka przecież nie może boleć. trochę odzwyczaiłam się od pewnych rzeczy. trochę obco mi we własnych kątach.. ale potrzebuję jeszcze więcej zmian. chcę swobodnie oddychać.
ps.: matura to bzdura. a prrraca ssie!
poniedziałek, 26 września 2011
no i co z tego?
wiesz, miałeś rację mówiąc, że do starty bliskich osób można się przyzwyczaić. nie wierzyłam. kiedy mówiłeś o tym.. patrzyłam na Ciebie z ironicznym uśmiechem. jednak miałeś rację. kiedy odchodzi pierwszy przyjaciel - boli. drugi? - też. przy trzecim jednak już zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że tak musi być, że widocznie nie wszyscy ludzie są dla Ciebie. nie płaczesz już nawet. starasz się wykreślić z pamięci wszystkie szczególne wspomnienia związane z tą osobą i zapomnieć, że był dla Ciebie kimś na kształt zwykłego znajomego. że nie łączyło Cię z nim żadne szczególne uczucie. jedyną oznaką utarty jest tylko dziwne uczucie pustki, jakby ktoś zabrał kawałek Ciebie. jednak żyjesz dalej. uśmiechasz się. - przez jaki czas Ci się to udaje? - nie wiem. dopiero zaczynam..mam po prostu tego wszystkiego dosyć, wiesz? przestałam się przejmować, zaczęłam tłumić w sobie wszystkie uczucia. ból, który zadawali mi coraz częściej.. na początku zabijał, ale nauczyłam się z nim żyć. było ciężko, owszem. i może nie jest mi lepiej, ale na pewno trochę łatwiej.
ps.: może świat, którego dotykamy wcale nie jest taki zły, tylko nasz własny lęk przed jego dotknięciem czyni go strasznym?
sobota, 24 września 2011
ciastko bez kremu.
nie narzucam nikomu niczego. uważam, że brak swojego zdania w tym wieku, to jakaś niemoralna sprawa, która grozi wyginięciem gatunku. szczyt zagłady następuje po całowiecznych mękach. uczucie wiecznego niepokoju nie jest zasadniczym skutkiem całokształtu. jedna sytuacja, zapoczątkowała szereg innych insynuacji, które z czasem przemieniają się w udrękę. wierząc w to, że będzie dobrze, wierzę w to, że monotonny brak poczucia spokoju zaniknie. do szczęścia już nawet niepotrzebne nam samo szczęście. czysta paranoja.
ps.: za dużo, wiem. ale akurat moja chaotyczność w pisaniu, nie uległa zmianie. dlatego szanuj, to co masz.
niedziela, 18 września 2011
brak czegokolwiek
wiesz jak to jest obudzić się pewnego dnia i uświadomić sobie, że zniszczyło się coś, co dawało szczęście? ja sobie właśnie to uświadomiłam, że zniszczyłam wszystko co było prawdziwego między nami.. dopiero teraz sobie uświadomiłam, że zależy mi na Tobie, kiedy zaczęłam tęsknić za rozmowami z Tobą o byle czym, Twoim uśmiechem i tym cudownym wzrokiem. teraz doceniam to wszystko. masz rację, bo pogubiłam się trochę w tym moim życiu. mimo wszystko znasz mnie lepiej, niż ja siebie samą. i wiem również, że jesteś kimś wyjątkowym. a teraz mogę Cię tylko przeprosić, że tak późno to dostrzegłam. i nie wiem co z tym zrobisz, ale miałabym wyrzuty sumienia, gdybym Ci tego nie powiedziała. przepraszam.
wciąż pytają czy mnie to nie męczy, czy czasem nie mam tego dość, ale czy kiedykolwiek pomyśleli o tym jakie to uczucie, kiedy przytulasz kogoś po długiej rozłące? czy wiedzą jaki smak ma kończąca się na chwile tęsknota? nie jeśli nigdy naprawdę nie tęsknili. za nic nie chciałabym raz jeszcze przejść przez to, co przeżywałam w ciągu minionych tygodni ale musze przyznać, że dzięki nim doceniłam to co mi zostało, to co mam jeszcze bardziej niż przedtem..
wciąż pytają czy mnie to nie męczy, czy czasem nie mam tego dość, ale czy kiedykolwiek pomyśleli o tym jakie to uczucie, kiedy przytulasz kogoś po długiej rozłące? czy wiedzą jaki smak ma kończąca się na chwile tęsknota? nie jeśli nigdy naprawdę nie tęsknili. za nic nie chciałabym raz jeszcze przejść przez to, co przeżywałam w ciągu minionych tygodni ale musze przyznać, że dzięki nim doceniłam to co mi zostało, to co mam jeszcze bardziej niż przedtem..wtorek, 6 września 2011
nigdy nie mów nigdy?
nigdy nie można być pewnym że ma się kogoś na zawsze, bo można go stracić w ciągu sekundy i nie zdążyć powiedzieć jak bardzo był ważny.. nigdy też nie pomyślałabym, że osoba, która pomogła mi się podnieść ponownie powali mnie na ziemię. wcale nie zdziwiłabym się, gdyby pobiegła po gwoździe i młotek, aby mieć pewność, że tak łatwo nie wstanę.. za każdym razem, gdy wydaje mi się, że chociaż trochę zaczynam mieć pewne rzeczy w dupie, wszystko musi mi się rozpierdzielić w drobny mak i utwierdzić mnie w przekonaniu, że jednak nie. że nadal cierpię z tych samych powodów..naprawdę uczę się żyć, korzystać z dnia, swobodnie, bez nieustannego planowania, bez presji różnych konieczności. do diabła, przecież na końcu jest tylko grób, więc po co się tak gorączkować. nie chcę być całe życie inwalidką.. i żyć tylko po to, by nie umrzeć. sama, bo sama muszę przejść przez swoje życie.. boli? to znak, że pojawią się efekty
w kwestii zasadniczej - nie wiem, ile razy człowiek, czyli kobieta, może zaczynać życie od nowa. jeśli o mnie chodzi, robię to teraz poniekąd nałogowo. bez przerwy. nie wiem, dlaczego akurat na mnie popadło. i nigdy się nie dowiem. niczego nie poznaję. są jakieś dźwięki, kolory, kształty, zapachy, ale nic nie ma sensu. nic nie układa się w spójny ciąg. jest jakiś świat, kompletny, bogaty, wyglądający sensownie, ale błąkam się po nim, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. wszystko ma konsystencje oprócz mnie. ja gdzieś zniknęłam.
czasami zapominamy o świecie, o ludziach, których powinniśmy doceniać. myśląc, że sami możemy osiągnąć więcej, gubimy się na najprostszych drogach do celu. w takich chwilach wystarczy mieć przy sobie czyjeś serce, aby bezpiecznie dotrzeć w wyznaczone miejsce. wtedy uświadamiamy sobie, że samemu można próbować żyć, ale samotność wymaga odwagi.
przed śmiercią możesz wykonać jeden telefon. dzwonisz i słyszysz, że jest zajęte..
środa, 17 sierpnia 2011
można? można.
nikt nie lubi jak jego świat rozsypuje się na kawałki. dlatego ludzie zwykle starają się przewidzieć zagrożenie i go uniknąć, bo dzięki temu udaje im się podeprzeć kruchą konstrukcję, która i tak ledwo stoi. są tacy którzy postępują inaczej; rzucają się na oślep w wir namiętności, w nadziei, że rozwiąże ona wszystkie problemy. składają na barki innych całą odpowiedzialność za własne szczęście i całą winę za ewentualne niepowodzenia. są rozdarci między euforią, bo przydarzyło im się coś cudownego, a rozpaczą, bo jakieś niepowodzenie wszystko zniszczyło..
ps.: mam w domu największy skarb - Siostre. każda minuta z nią jest cudowna!
niedziela, 14 sierpnia 2011
wciśnij guzik..
to był właśnie ten dzień, kiedy uświadomiłam sobie, że nie potrzebuje już tych wszystkich złudzeń, tych kitów, które pociskali mi wszyscy przez lata. postanowiłam wziąć życie w swoje ręce i walczyć z tym, z czym nie umiem się pogodzić. kiedy paliłam, wydawało mi się, że mogę przenosić góry. moje marzenia stawały się bardziej odważniejsze i wszystko miałam na wyciągnięcie ręki. ale potem było znów jak zwykle..
powiesiłam płaszcz na wieszaku i usiadłam na krawędzi łóżka. wzięłam do ręki kolorowe pismo i przewertowałam kilka stron. łza spłynęła mi po policzku, za nią nastepna i kolejne. przetarłam oczy i próbowałam czytać, ale po chwili obraz zupełnie się rozmazał. ogarnęła mnie złość. miałam ochotę czymś rzucić, czymkolwiek, wyładować frustrację, która gromadziła się we mnie już od dawna. jak to możliwe, że nic, dokładnie nic mi nie wychodzi? za co się wezmę -porażka. czego nie dotknę - plajta. dlaczego zdradziecka natura obdarzyła mnie pragnieniem twórczego życie, kiedy to niczego, absolutnie do niczego się nie nadaję?!
czarna kawa z cukrem, histeryczne zapędy i papieros jeden za drugim. niemiłosiernie ciągnący się czas, powrót do domu, zebranie z podłogi ubrań, tabletka przeciwbólowa. nie jestem pewna, czy o takie życie mi chodziło. niech się skończy ten zawirowany tryb, niech ktoś zmieni bieg, przeprogramuje życie, wciśnie inny przycisk, albo niech po prostu to wyłączy.
ps. nigdy się nie zmieniłam. po prostu miałam dość udawania, że jestem szczęśliwa.. ;)
czwartek, 11 sierpnia 2011
lepiej późno, niż później..
ostatnio ograniczam nawet samą siebie - człowiek powinien wiedzieć, że ma władze nad sobą, swoim ciałem, duszą i umysłem.
radykalne środki.
sama nie wiem, czy jest mi przykro, że to wszystko się stało, czy może czuję ulgę, że to już za mną, że już to przeżyłam? ludzi traci się czasem z rozsądku, który celowo mija się z naszą wolą. jak ktoś rozrywa serce, to się odchodzi nie dlatego, że się chce, ale po to by zatamować krwawienie. bo krew na odległość krzepnie znacznie szybciej! złych słów zapomnieć się nie da, ale da się zapomnieć o tym kto je wypowiedział. ciekawe ile razy pomyślałeś o tym, że jednak źle się stało? ja wiele, ale zawsze wtedy przypominałam sobie i uświadamiałam, że tęsknie nie za tą osobą, którą teraz jesteś, ale za tą którą kiedyś byłeś. patrząc na zdjęcia, też tęsknie, za tym dobrym 'dawniej'. ale nie chce wracać do przeszłości, zbyt częste wycieczki w miejsca w których byliśmy razem, mogą uszkodzić mój długo wypracowywany spokój wewnętrzny. nigdy nawet nie będę miała okazji, powiedzieć Ci, jak strasznie Cię nienawidziłam - wtedy, z każdą łzą, coraz mocniej. ale myślę, że wiesz. obyś wiedział.
wiem, że rozdrapywanie starych ran prowadzi do zakażenia teraźniejszości. troche mi wstyd przed samą sobą, że jestem tak niedoskonała w swych słowach..
na-na-na diva is a female version of a hustla - zachciewa mi się.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
krematorium.
kochałam jego wzrok, gdy wpatrywał się w moje oczy. kochałam, gdy próbował mnie rozśmieszyć w gorsze dni. kochałam budzić się i czekać na pierwszą wiadomość od niego. kochałam stać w oknie i oczekiwać, aż przyjedzie samochodem pod mój dom i do mnie przyjdzie. kochałam stroić się godzinami przed lustrem tyko dla niego. kochałam jego błysk w oku i to coś, czym mnie do siebie przyciągał. gdy mówił "kochanie" zawsze przechodziły mnie dziwne ciarki, które kochałam tak samo jak jego. "jak chcesz" - to było jego ulubione wyrażenie oznaczające, że usłyszał, przyjął stwierdzenie do wiadomości i nie ma nic więcej do dodania, a mi to nie przeszkadzało, bo kochałam.
najlepszy stan jaki znam: środek nocy, on obok mnie, o ile słowo obok jest właściwe bo jest tak blisko jak to tylko możliwe. i nie chodzi mi teraz o sex, tylko o tą bliskość, o jego ramię pod moją szyją, o moją rękę na jego piersi, o nasze splecione nogi, o jego oddech na moim policzku.. o tą cudowną bliskość..
przytuliłabym Cię. albo nie. nie mogę. przecież Cię nienawidzę. dla mnie umarłeś, tak bardzo jak to tylko możliwe..
to nie było tak, że on jej nie kochał czy coś.. ta miłość po prostu nie miała szans na przetrwanie.. czasem trzeba się pogodzić ze stratą, nie walczyć z czymś z czym nie mamy szans.. trzeba podnieść się i na nowo uwierzyć w miłość czystą prawdziwą i magiczną. nie można jej skreślać tylko przez jedno potknięcie. puszczam z dymem całą naszą pieprzoną przeszłość!
ps.: miesiąc wakacji za sobą, fak!
przytuliłabym Cię. albo nie. nie mogę. przecież Cię nienawidzę. dla mnie umarłeś, tak bardzo jak to tylko możliwe..
to nie było tak, że on jej nie kochał czy coś.. ta miłość po prostu nie miała szans na przetrwanie.. czasem trzeba się pogodzić ze stratą, nie walczyć z czymś z czym nie mamy szans.. trzeba podnieść się i na nowo uwierzyć w miłość czystą prawdziwą i magiczną. nie można jej skreślać tylko przez jedno potknięcie. puszczam z dymem całą naszą pieprzoną przeszłość!
ps.: miesiąc wakacji za sobą, fak!
piątek, 29 lipca 2011
wielkie echo
nie wiem czy różnica pomiędzy dobrem, a złem jest aż tak jasna. robisz dobrze. robisz źle. wszystko jedno. jeżeli nie chcesz i tak żadnych większych wniosków z tego nie wyciągniesz. po co więc rozróźniać dobro od zła? to wszystko jest dostosowane do sytuacji. no chyba, że się mylę.. jestem tylko marnym człowiekiem.
ps.: w moim życiu rządzi spontan, lubię to!
wtorek, 26 lipca 2011
niegotowa na wszystko
kamera włączona. nagrałam wszystkie kłamstwa z ust kłamcy najdoskonalszego. wiedziałam o zamysłach twojego serca, które jest fałszywego od lat. mydlisz mi oczy pięknymi słowami i najszerszymi uśmiechami. mówisz, że kochasz najwierniej, a w paradoksalny sposób odwracasz się w tych chwilach najważniejszych i najtrudniejszych. chodzisz ulicami miasta beze mnie, mówiąc mi, że siedzisz w domu, schorowany człowieku i nie mam serca wyciągać cię na łabędzie. pięknie kłamiesz człowieku najuczciwszy.
miałam nadzieję, że już go nie kocham, że to minęło.. tak bardzo się starałam, żeby to minęło. ostatnie tygodnie to był właściwie odwyk. odwyk od niego, od jego wariackiej miłości, od jego pocałunków, jego wygłupów, ,jego fantazji, jego napadów złości, jego niezwykłości.. nie udało się. owszem, może i o nim zapomniałam, ale nie przestałam go kochać..
ps.: spontan polegający na małych wakacjach. uciekłam od rzeczywistości i cudownie się czuję z tym, że nie wiem kiedy wrócę.
miałam nadzieję, że już go nie kocham, że to minęło.. tak bardzo się starałam, żeby to minęło. ostatnie tygodnie to był właściwie odwyk. odwyk od niego, od jego wariackiej miłości, od jego pocałunków, jego wygłupów, ,jego fantazji, jego napadów złości, jego niezwykłości.. nie udało się. owszem, może i o nim zapomniałam, ale nie przestałam go kochać..
"kocham"- ludzie nadużywają tego słowa. na dobrą sprawę, można by powiedzieć: "kocham moją nową parę butów", ale czy w takim razie znaczenie "miłości" nie jest w ludzkim mniemaniu zbyt płytkie?
tym razem nie płaczę. ten facet nauczył mnie tak dobrze grać przed samą sobą i tłumić uczucia, że sama zaczynam wierzyć w to że nic mi nie jest i nic mnie nie boli.ps.: spontan polegający na małych wakacjach. uciekłam od rzeczywistości i cudownie się czuję z tym, że nie wiem kiedy wrócę.
czwartek, 21 lipca 2011
tracę coś. nie wiem gdzie.
życie jest jak wielka kolejka górska. najpierw wszystko jest na równi, człowiek sobie radzi mimo wszystkich problemów. nagle wszystko zaczyna nabierać innego sensu. wjeżdżamy pod górkę z której momentalnie spadamy! ból jest okropny, ale mimo wszystko nie poddajemy się i jedziemy dalej. kiedy to wszystko miniemy, są chwile piękne, gdzie chciałoby się ogłosić całemu światu jakie nasze życie jest bezproblemowe - zjeżdżamy. w najmniej oczekiwanym momencie pojawia się pętla, która zmienia cały bieg o 180 stopni, bez wcześniejszych uprzedzeń.. tak z zaskoczenia. bo tak naprawdę, nie wiemy co się zdarzy za parę godzin, a co jutro. pojawia się parę takich pętli , wtedy nasze życie jest wywrócone do góry nogami jesteśmy kompletnie zdezorientowani, nie radzimy sobie, ale przecież ze wszystkiego da się wyjść cało.. znowu zatrzymujemy się na równi i w pewnym momencie nasza kolejka się kończy. przychodzi czas w którym musimy się pożegnać ze wszystkim. najzwyklejsza śmierć, której tak się boimy. przecież życie to nic innego, jak upadki i wzloty - płacz i śmiech..
jednak mimo wszystko potrzebuje kogoś. bo samotność mnie ogarnia, wplątuje w psychikę, przenika mózg. ale mniejsza o to..
jednak mimo wszystko potrzebuje kogoś. bo samotność mnie ogarnia, wplątuje w psychikę, przenika mózg. ale mniejsza o to..
poniedziałek, 18 lipca 2011
widzisz, a nie grzmisz!
gdy zobaczysz w jej oczach łzy, nie pytaj się dlaczego.. i tak Cię okłamie. ale bądź przy niej.. i oboje milczcie. dla niej cisza to lekarstwo. nigdy nie pytaj co się stało.i tak Ci nie powie prawdy. bo ona jest inna. ona ma swój świat. zamyka w sobie cały ból, chce go udusić, a potem wypłakać. cały czas z nim walczy. nie umie się zwierzać, za bardzo ją to boli.. zapisuje to tylko w swoich myślach.. wszyscy mają ją za szczęśliwą dziewczynę, która cały czas się śmieje, ale ona się śmieje, żeby nie płakać. gdy popatrzysz w głąb jej oczu, poznasz prawdę. tylko tak możesz zobaczyć co ona czuje i jaka naprawdę jest. a potem ile dla Ciebie znaczy..
nie wiem gdzie zostawiłam swoje myśli tym razem, po prostu nie wiem.
ps.: kocham Kraków <3
ps.: kocham Kraków <3
sobota, 16 lipca 2011
może to jest dobre, ale do mnie nie przemawia..
czasem udajemy, że się na czymś znamy, że wiemy lepiej... gdy jednak ktoś ma większy argument, to wtedy stajemy się mali. chociaż, zdarzają się tacy, którzy umieją przyznać się do błędu. przyznawanie się do błędu - to nie jest proste. w końcu tak bardzo boimy się przegrywać. nasza duma z każdym sukcesem rośnie do rangi bohatera i dlatego walczymy o sztuczną rację. a co nam daje jej posiadanie? niby szacunek. i oszczerstwa za plecami.
nie wiem czego dzisiaj szukam. brakuje mi jakiejś wartości. jestem przesycona tęsknotą.
- za kimś, kto zamienia moje niepowodzenie w uśmiech na twarzy i nie daje mi odpuścić niczego. ten ktoś robi to z daleka, daje mi mega wsparcie psychiczne. trzyma poziom i nie daje mi go opuścić. ściska za rękę i życzy powodzenia, zostawiając mnie w poczuciu własnej wartości. a jak nie wyjdzie? to zrobię to jeszcze raz, bo on mnie do tego zmotywuje.
- za czymś, co niewidzialne, nierealne, niebanalne, niepowtarzalne. czuję, że to jest ludzkie, ale nie tylko mi tego brakuje. nie wiem czy to w ogóle kiedykolwiek miałam, czy zgubiłam gdzie po drodze.. a może świadomie to odłożyłam? nie wiem. ale brakuje mi tego.
ten wpis to jeden wielki chaos, ale to część tego, czym mogę się podzielić.. tysiące pytań - żadnej odpowiedzi. te wywody są mało logiczne, chociaż może na swój sposób coś w nich jest. trzeba tylko to coś odnaleźć. kurczę!
ps.: podesłany link. dobry zresztą na dzisiejszą rozkmine. sprawdź sam!
start.
czasem trzeba zrobić coś innego, jakiś krok. by być bliżej. bliżej czegokolwiek. nie wiem, nie wiem, nie wiem. wychodzę z tłumu jako pierwsza, z uśmiechem oczywiście.
ten weekend jest bardzo srogi, ale niech sobie trwa. mam nadzieję, że przyniesie jakąś srogą rozkmine, którą się z wami podzielę. póki co, udaneg weekendu. pozdrówka!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





