środek dnia czy środek nocy, przecież to nieważne? problemy nie pytają czy mogą się zdarzyć, one po prostu przychodzą i są. dążenie do ideałów to przestarzała historia, a wszystko co ludzkie jest mi obce. stereotypowa księżniczka, uwięziona w wysokiej wieży, w końcu doczekuje się swojego rycerza, któremu spuszcza włosy czy prześcieradło, nie wiem.. nigdy nie wiedziałam. chodzi o te cholerne stereotypy, które już nie istnieją, czyli to nie są stereotypy? gdy mówisz komuś raz "nie", to będziesz miał odwagę powiedzieć mu "nie" drugi raz. uleganie jest o wiele bardziej przyjemniejsze. gdzieś pomiędzy tym wszystkim zaginęła prawda. no dobra, może nie tyle co zaginęła, ale zatraciła się.. zamiast stać na czele tych wszystkich ludzkich wartość, to jest gdzieś poza nimi.
nie wiem czy różnica pomiędzy dobrem, a złem jest aż tak jasna. robisz dobrze. robisz źle. wszystko jedno. jeżeli nie chcesz i tak żadnych większych wniosków z tego nie wyciągniesz. po co więc rozróźniać dobro od zła? to wszystko jest dostosowane do sytuacji. no chyba, że się mylę.. jestem tylko marnym człowiekiem.
kamera włączona. nagrałam wszystkie kłamstwa z ust kłamcy najdoskonalszego. wiedziałam o zamysłach twojego serca, które jest fałszywego od lat. mydlisz mi oczy pięknymi słowami i najszerszymi uśmiechami. mówisz, że kochasz najwierniej, a w paradoksalny sposób odwracasz się w tych chwilach najważniejszych i najtrudniejszych. chodzisz ulicami miasta beze mnie, mówiąc mi, że siedzisz w domu, schorowany człowieku i nie mam serca wyciągać cię na łabędzie. pięknie kłamiesz człowieku najuczciwszy. miałam nadzieję, że już go nie kocham, że to minęło.. tak bardzo się starałam, żeby to minęło. ostatnie tygodnie to był właściwie odwyk. odwyk od niego, od jego wariackiej miłości, od jego pocałunków, jego wygłupów, ,jego fantazji, jego napadów złości, jego niezwykłości.. nie udało się. owszem, może i o nim zapomniałam, ale nie przestałam go kochać..
"kocham"- ludzie nadużywają tego słowa. na dobrą sprawę, można by powiedzieć: "kocham moją nową parę butów", ale czy w takim razie znaczenie "miłości" nie jest w ludzkim mniemaniu zbyt płytkie?
tym razem nie płaczę. ten facet nauczył mnie tak dobrze grać przed samą sobą i tłumić uczucia, że sama zaczynam wierzyć w to że nic mi nie jest i nic mnie nie boli.
ps.: spontan polegający na małych wakacjach. uciekłam od rzeczywistości i cudownie się czuję z tym, że nie wiem kiedy wrócę.
życie jest jak wielka kolejka górska. najpierw wszystko jest na równi, człowiek sobie radzi mimo wszystkich problemów. nagle wszystko zaczyna nabierać innego sensu. wjeżdżamy pod górkę z której momentalnie spadamy! ból jest okropny, ale mimo wszystko nie poddajemy się i jedziemy dalej. kiedy to wszystko miniemy, są chwile piękne, gdzie chciałoby się ogłosić całemu światu jakie nasze życie jest bezproblemowe - zjeżdżamy. w najmniej oczekiwanym momencie pojawia się pętla, która zmienia cały bieg o 180 stopni, bez wcześniejszych uprzedzeń.. tak z zaskoczenia. bo tak naprawdę, nie wiemy co się zdarzy za parę godzin, a co jutro. pojawia się parę takich pętli , wtedy nasze życie jest wywrócone do góry nogami jesteśmy kompletnie zdezorientowani, nie radzimy sobie, ale przecież ze wszystkiego da się wyjść cało.. znowu zatrzymujemy się na równi i w pewnym momencie nasza kolejka się kończy. przychodzi czas w którym musimy się pożegnać ze wszystkim. najzwyklejsza śmierć, której tak się boimy. przecież życie to nic innego, jak upadki i wzloty - płacz i śmiech..
jednak mimo wszystko potrzebuje kogoś. bo samotność mnie ogarnia, wplątuje w psychikę, przenika mózg. ale mniejsza o to..
gdy zobaczysz w jej oczach łzy, nie pytaj się dlaczego.. i tak Cię okłamie. ale bądź przy niej.. i oboje milczcie. dla niej cisza to lekarstwo. nigdy nie pytaj co się stało.i tak Ci nie powie prawdy. bo ona jest inna. ona ma swój świat. zamyka w sobie cały ból, chce go udusić, a potem wypłakać. cały czas z nim walczy. nie umie się zwierzać, za bardzo ją to boli.. zapisuje to tylko w swoich myślach.. wszyscy mają ją za szczęśliwą dziewczynę, która cały czas się śmieje, ale ona się śmieje, żeby nie płakać. gdy popatrzysz w głąb jej oczu, poznasz prawdę. tylko tak możesz zobaczyć co ona czuje i jaka naprawdę jest. a potem ile dla Ciebie znaczy..
czasami czujesz, że wszystko co robisz, robisz źle. czasami chcesz uciec nie wiadomo dokąd, być tam zupełnie sama i myśleć. myśleć nad tym jak Twoje życie jest beznadziejne, jak każdy "przyjaciel" odchodzi, gdy właśnie wszystko się w Tobie łamie, a ty potrzebujesz oparcia. czasami chciałabyś żeby wszystko było takie proste, żeby miłość była w zasięgu ręki, żeby on nigdy nie odchodził i ty nie musiała za nim tęsknić. nie chciałabyś mieć wszystkiego, jedynie cząstkę tego co mają inni. tego, do którego można się przytulić gdy wszystko idzie źle i tych, z którymi możesz podzielić się każdą chwilą swojego życia. chciałabyś mieć tak niewiele, a tymczasem nie masz nic. siedzisz tylko w za dużym swetrze, na łóżku, słuchając dołującej muzyki, a w ręku trzymasz herbatę i płaczesz. nie masz nawet siły modlić się do Boga żeby to wszystko zmienił, bo jesteś pewna, że nie zmieni nic. masz za mało sił żeby spać, za mało sił żeby gdziekolwiek iść.. nie masz nic. a przecież jeszcze niedawno miałaś tak wiele..
nie wiem gdzie zostawiłam swoje myśli tym razem, po prostu nie wiem.
czasem udajemy, że się na czymś znamy, że wiemy lepiej... gdy jednak ktoś ma większy argument, to wtedy stajemy się mali. chociaż, zdarzają się tacy, którzy umieją przyznać się do błędu. przyznawanie się do błędu - to nie jest proste. w końcu tak bardzo boimy się przegrywać. nasza duma z każdym sukcesem rośnie do rangi bohatera i dlatego walczymy o sztuczną rację. a co nam daje jej posiadanie? niby szacunek. i oszczerstwa za plecami.
nie wiem czego dzisiaj szukam. brakuje mi jakiejś wartości. jestem przesycona tęsknotą.
- za kimś, kto zamienia moje niepowodzenie w uśmiech na twarzy i nie daje mi odpuścić niczego. ten ktoś robi to z daleka, daje mi mega wsparcie psychiczne. trzyma poziom i nie daje mi go opuścić. ściska za rękę i życzy powodzenia, zostawiając mnie w poczuciu własnej wartości. a jak nie wyjdzie? to zrobię to jeszcze raz, bo on mnie do tego zmotywuje.
- za czymś, co niewidzialne, nierealne, niebanalne, niepowtarzalne. czuję, że to jest ludzkie, ale nie tylko mi tego brakuje. nie wiem czy to w ogóle kiedykolwiek miałam, czy zgubiłam gdzie po drodze.. a może świadomie to odłożyłam? nie wiem. ale brakuje mi tego.
ten wpis to jeden wielki chaos, ale to część tego, czym mogę się podzielić.. tysiące pytań - żadnej odpowiedzi. te wywody są mało logiczne, chociaż może na swój sposób coś w nich jest. trzeba tylko to coś odnaleźć. kurczę!
ps.: podesłany link. dobry zresztą na dzisiejszą rozkmine. sprawdź sam!
trzeba zacząć od tego, że nie zawsze jest tak jak to sobie wymarzymy. w tym przypadku też tak będzie. tu będę ja i moja paranoja. nie jestem uzależniona od życia innych ludzi. czasem mówię coś mądrego, a czasem jestem najgłupsza. mimo dorosłego wieku, uważam się za dziecko, które drze jape jak zabierze mu się zabawkę. poza tym mam serce, które obiło się o pare miłosnych zawodów. będę pisać kiedy chcę, jak chcę, o czym chcę. i nie chodzi o to by pokazać swoją niezależność, bo tego doświadczę dopiero jak zacznę na siebie zarabiać i dorobię się swojego lokum. chodzi o fakt posiadania własnego zdania, które ma jakiś sens.
czasem trzeba zrobić coś innego, jakiś krok. by być bliżej. bliżej czegokolwiek. nie wiem, nie wiem, nie wiem. wychodzę z tłumu jako pierwsza, z uśmiechem oczywiście.
ten weekend jest bardzo srogi, ale niech sobie trwa. mam nadzieję, że przyniesie jakąś srogą rozkmine, którą się z wami podzielę. póki co, udaneg weekendu. pozdrówka!