życie jest piękne, wiecie? każda pojedyncza chwila, każde
zdarzenie, które nas spotyka niesie za sobą gorycz lub śmiech. to kwestia
wyboru, a my - ludzie, nie jesteśmy w wyborach najlepsi. ale przecież nawet po
najgorszym dniu nadchodzi wieczór, a wieczorem otwierają się drzwi zadymionych
pomieszczeń o niskich stropach, pełnych alkoholu i słów, pełnych nadziei i
planów, pełnych nas. z tego się właśnie składamy, każda cząstka nas lekko
zarażona dekadentyzmem i zachłyśniętą częścią życia. chyba dziś wpadła na kawę stara znajoma depresja, bo juz dawno nie miałam tak wielkiej ochoty na leżenie w łóżku i wielogodzinne wpatrywanie się w ścianę.
mówią o niej, że zimna, nieczuła. że sprzedała duszę za kolczyki z diamentami. że śmiech ma okrutny, perlisty donośny. a ona płacze dopiero, gdy jest sama. gdy nikt nie widzi. miejcie litość dla tych najtwardszych i spuśćcie ich czasem z oczu. oni też potrzebują chwili przerwy, by nauczyć się tekstu na kolejna scenę, by zmyć makijaż, by spokojnie usiąść na krześle i patrzeć w ścianę, na której było lustro, a teraz już nie ma nic.
cała jestem jakaś sprzeczna, hipokrytka.
Ps.: co to znaczy dziadowski bicz, wiecie?