czasem to, czego nam brakuje, zjawia się w najmniej oczekiwanym momencie - PRAWDA. z racji tego, że uwielbiam monologi od zawsze, postanowiłam tu wrócić. wrócić na stare śmieci. chyba nie chcę opowiadać o tym co działo się przez ostatni rok. chociaż tak wiele zmian nastało w moim życiu..
człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy. najgorsze to nie móc porozmawiać o tym co siedzi w głębi duszy. może to właśnie powód powrotu na bloga? mam tak wiele myśli, nie wiem od czego zacząć... chyba czuję jak grzęznę po kolana w ruchomych piaskach, rozpaczliwie wołając o Twoje zainteresowanie.. czasami "dla naszego dobra" wyrządza wiele zła. nie ma żadnej możliwości, by sprawdzić, która decyzja jest lepsza, bo nie istnieje możliwość porównania. człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. to tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. cóż może być warte życie jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? dlatego życie zawsze przypomina szkic. a nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic jest zawsze zarysem czegoś, przygotowaniem do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, jest szkicem bez obrazu, szkicem do czegoś, czego nie będzie..
co sprawia, że człowiek zaczyna nienawidzić sam siebie? może tchórzostwo? albo nieodłączny strach przed popełnianiem błędów, przed robieniem nie tego, czego inni oczekują...
potrzebuję chociaż jednego znaku.