wiesz, miałeś rację mówiąc, że do starty bliskich osób można się przyzwyczaić. nie wierzyłam. kiedy mówiłeś o tym.. patrzyłam na Ciebie z ironicznym uśmiechem. jednak miałeś rację. kiedy odchodzi pierwszy przyjaciel - boli. drugi? - też. przy trzecim jednak już zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że tak musi być, że widocznie nie wszyscy ludzie są dla Ciebie. nie płaczesz już nawet. starasz się wykreślić z pamięci wszystkie szczególne wspomnienia związane z tą osobą i zapomnieć, że był dla Ciebie kimś na kształt zwykłego znajomego. że nie łączyło Cię z nim żadne szczególne uczucie. jedyną oznaką utarty jest tylko dziwne uczucie pustki, jakby ktoś zabrał kawałek Ciebie. jednak żyjesz dalej. uśmiechasz się. - przez jaki czas Ci się to udaje? - nie wiem. dopiero zaczynam..mam po prostu tego wszystkiego dosyć, wiesz? przestałam się przejmować, zaczęłam tłumić w sobie wszystkie uczucia. ból, który zadawali mi coraz częściej.. na początku zabijał, ale nauczyłam się z nim żyć. było ciężko, owszem. i może nie jest mi lepiej, ale na pewno trochę łatwiej.
ps.: może świat, którego dotykamy wcale nie jest taki zły, tylko nasz własny lęk przed jego dotknięciem czyni go strasznym?
Heh, w życiu nic nie trwa wiecznie, nawet przyjaźń. Świat który nas doświadcza jest dobry, tylko ludzie zapominają o najważniejszych wartościach. Lęk to chyba nie jest dobre określenie na złośliwość tego świata, ale wydaje mi się podjęłaś trafną refleksje i pomoże Ci Ona przetrwać jeśli tylko dowiesz się jaka jest faktyczna definicja szczęscia na tym świecie.
OdpowiedzUsuńW sumie do wszystkiego się można przyzwyczaić a najbardziej do spraw, które się powielają. A przyjaciele jedni odchodzą, ale poznaje się nowych - bardziej wartościowych czasem.
OdpowiedzUsuń