niedziela, 14 sierpnia 2011

wciśnij guzik..


   to był właśnie ten dzień, kiedy uświadomiłam sobie, że nie potrzebuje już tych wszystkich złudzeń, tych kitów, które pociskali mi wszyscy przez lata. postanowiłam wziąć życie w swoje ręce i walczyć z tym, z czym nie umiem się pogodzić. kiedy paliłam, wydawało mi się, że mogę przenosić góry. moje marzenia stawały się bardziej odważniejsze i wszystko miałam na wyciągnięcie ręki. ale potem było znów jak zwykle..
   powiesiłam płaszcz na wieszaku i usiadłam na krawędzi łóżka. wzięłam do ręki kolorowe pismo i przewertowałam kilka stron. łza spłynęła mi po policzku, za nią nastepna i kolejne. przetarłam oczy i próbowałam czytać, ale po chwili obraz zupełnie się rozmazał. ogarnęła mnie złość. miałam ochotę czymś rzucić, czymkolwiek, wyładować frustrację, która gromadziła się we mnie już od dawna. jak to możliwe, że nic, dokładnie nic mi nie wychodzi? za co się wezmę -porażka. czego nie dotknę - plajta. dlaczego zdradziecka natura obdarzyła mnie pragnieniem twórczego życie, kiedy to niczego, absolutnie do niczego się nie nadaję?!
   czarna kawa z cukrem, histeryczne zapędy i papieros jeden za drugim. niemiłosiernie ciągnący się czas, powrót do domu, zebranie z podłogi ubrań, tabletka przeciwbólowa. nie jestem pewna, czy o takie życie mi chodziło. niech się skończy ten zawirowany tryb, niech ktoś zmieni bieg, przeprogramuje życie, wciśnie inny przycisk, albo niech po prostu to wyłączy.

ps. nigdy się nie zmieniłam. po prostu miałam dość udawania, że jestem szczęśliwa.. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz