piątek, 13 marca 2015

czarna magia.

"pseudo psychologiczny bełkot"
ok.
koniec.
mogę tu mieć swój świat, choć zależy mi na tym, aby ktokolwiek wysłuchał moich lamentów, aby ktokolwiek zauważył coś pomiędzy wierszami.
marzec 2015
piątek trzynastego, kolejny zresztą w tym roku i kolejny mało pechowy jak na piątek trzynastego. chyba człowiek z wiekiem przestaje wierzyć w te zabobony, oczywiście nie we wszystkie, no bo jakbym stłukła lustro to pewnie przez 7 lat byłabym mniej szczęśliwa..
nie wiem kto wymyślił to wszystko, zastanawiam się tylko po co? wierzymy w tyle bezsensownych głupot, że po co kolejne?
dobra, już
to jest ten dzień!
wróciłam z pracy, z racji napiętego sobotniego grafiku, wysprzątałam mieszkanko na błysk! w między czasie jak zwykle dopadłam facebooka, instagram.. naoglądałam się znowu na boskie płaskie brzuszki, kobietki z długimi pięknymi nogami, na ich uśmiechnięte twarze.. tacy zadowoleni.. pffffff!
że niby co? są lepsi?!
tak.
tak, Martyna.
są lepsi.
nie macie pojęcia ile razy już mówiłam sobie "zaczne , ACOMITAM".. najdłużej trwało to 3 tygodnie..
jaką trzeba mieć determinacje, motywacje..
ale dziś, tak, stało sie. poszłam, pobiegłam, euforia, wszędzie.
to naprawdę jest tak, że jak zrobisz coś dla siebie, dla kogoś to może być nic, ale dla Ciebie Twój pierwszy krok w strone celu, to jest coś świetnego! uczucie, którym pragniesz się podzielić, a przynajmniej ja pragnę się podzielić i to pewnie dlatego zanudzam was swoją opowiastką..
czuję, że ten piątek trzynastego to najlepszy dzień w tym roku. to mój dzień.

zasnę jak dziecko..
szczęśliwe dziecko.
dobranoc,
Martyna

poniedziałek, 23 lutego 2015

zabitego czasu nie można reanimować.

czasem to, czego nam brakuje, zjawia się w najmniej oczekiwanym momencie - PRAWDA. z racji tego, że uwielbiam monologi od zawsze, postanowiłam tu wrócić. wrócić na stare śmieci. chyba nie chcę opowiadać o tym co działo się przez ostatni rok. chociaż tak wiele zmian nastało w moim życiu..
    człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy. najgorsze to nie móc porozmawiać o tym co siedzi w głębi duszy. może to właśnie powód powrotu na bloga? mam tak wiele myśli, nie wiem od czego zacząć... chyba czuję jak grzęznę po kolana w ruchomych piaskach, rozpaczliwie wołając o Twoje zainteresowanie.. czasami "dla naszego dobra" wyrządza wiele zła.   nie ma żadnej możliwości, by sprawdzić, która decyzja jest lepsza, bo nie istnieje możliwość porównania. człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. to tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. cóż może być warte życie jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? dlatego życie zawsze przypomina szkic. a nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic jest zawsze zarysem czegoś, przygotowaniem do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, jest szkicem bez obrazu, szkicem do czegoś, czego nie będzie..


    co sprawia, że człowiek zaczyna nienawidzić sam siebie? może tchórzostwo? albo nieodłączny strach przed popełnianiem błędów, przed robieniem nie tego, czego inni oczekują...


potrzebuję chociaż jednego znaku.

piątek, 18 października 2013

głową muru nie przebijesz!


każdy jest kowalem własnego losu. renoma, opinia, sami tworzymy siebie w oczach innych. czasem boli, że uwaga niektórych osób nieobojętna nam zresztą, skupiona jest zazwyczaj na naszych wadach, widząc tylko przebłyski mądrości życiowej. nienawidzę tej godziny, tej minuty, w której uświadamiam sobie coś, co sprawia mi ból. płaczem wyrzucamy emocje, bo nie chcemy być udręką dla osoby obok, ale i tak nią jesteśmy. szczęście unosi się w pełnym bezsilności pokoju, a najgorsze jest to, że nikt nie otworzy drzwi, ani okna za nas. nikt też nie zapuka i zamartwiając się zapyta "czy coś się stało?". wolałabym wrócić do czasów, gdy ból brzucha spowodowany był tym, że mama idzie na zebranie rodziców i dowie się o tych marnych ocenach. zdziwiona, bo przecież stercząc godzinami przed komputerem wciąż powtarzam jej, że się uczę. tak wiem, te czasy minęły bezpowrotnie.
dorosłość to nie jest prosta droga, dla kogoś komu tylko wydaje się, że sobie poradzi. przychodzi moment zakrętów, a my chwiejemy się jak trzcina. spotykamy kogoś na tej drodze, warto zaryzykować i wziąć tą osobe ze sobą, będzie dobrym amortyzatorem, gdy będziemy upadać. jednak mimo wszystko, na tym etapie nie możemy nikim manipulować, sterować, ani narzucać swojego zdania. brak swojego zdania następuje, gdy ktoś na tej drodze Cie omija, wtedy tracisz pewność siebie i już jest wszystko jedno.
ja właśnie straciłam wątek zastanawiając się jak to jest gdy nie ma się na nic wpływu.. zero wniosków, stan nieważkości. chciałabym, żeby jakiś kosmonauta właśnie teraz wylądował na podwórku za oknem i zabrał mnie wyżej i dalej niż mogłabym to sobie wyobrazić. zabrałby mnie tam tylko po to, abym pokochała tą godzine i tą minute.
wróciłam do miejsca, które wyzwala we mnie zmiany. musze popracować nad sobą, solidnie. mam dla kogo się starać.

mam potwierdzone info: wracam wraz z końcem stycznia. mam też nadzieję, że nabiorę na tyle rozsądności, że nie będę musiała znowu TU wracać, aby nad czymkolwiek pracować. jedyny powrót jaki przewiduje to wakacje w Sassenheim.


wtorek, 25 czerwca 2013

zanim zostałam milionerką 2/2

nieświadomie. przysięgam! nieświadomie nazwałam tak album na facebook'u. nieświadoma tego, że to on będzie moją wygraną.
pierwsza myśl "przystojny" , druga "pantofel, nie chcę takiego".. nie miało być to miłe, było szczere. odmawianie mu randki, z powodu deszczu też było szczere. absurdalnie pocałował mnie w momencie, kiedy mówiłam, że JESZCZE NIE. od tamtej pory byłam już jego. mniej lub bardziej.
wspólne mieszkanie wiele nas nauczyło. przede wszystkim nauczyło nas przyjaźni i rozmowy, na tym budowaliśmy i wciąż budujemy nasz związek. nauczyliśmy się prawdy, mimo tego, że czasem była bolesna. wspólnie przepłakane noce kończące się wtuleniem w Jego ramiona. czuję się przy nim taka bezpieczna.
pierwszy raz mężczyzna z którym jestem jest dla mnie wszystkim.
ton jego głosu jest jak ulubiona piosenka, której pragnę słuchać. jego oczy najpiękniejsze o poranku, kiedy lekko przymrużone, troche uśmiechnięte wpatrzone są we mnie. milczenie to nasza własna rozmowa.
mamy plany na bliższą i dalszą przyszłość, tworzymy je razem, bo zależą od nas.
kłócimy się przeważnie przez moje paranoje, ale te najczęściej nachodzą mnie wtedy, kiedy nie dowierzam w szczęście, które on mi daje.. szczęście, które posiadam.
kocham jego uśmiech. kocham stan kiedy znajduje się blisko jego serca. kocham czuć jego wzrok na sobie. kocham jego pocałunki, szczególnie te bez powodu. kocham patrzeć jak zasypia. kocham go w ubraniu i nago. kocham jak mówi, że kocha. kocham go kochać.

nikt i nic nie jest w stanie zmienić tego co jest między nami. w pełni świadoma kocham go nad życie.

chciałabym opisać wam każde szczęście, które od niego dostałam, ale nie jestem w stanie. myślę,że wystarczy jak zakończę mój miłosny chaos pisząc po prostu, że kocham i jestem kochana.

ps.: będę Panią Kapustą!

niedziela, 28 kwietnia 2013

zanim zostałam milionerką 1/2





fakt, że zaniedbałam całe zamieszanie spowodowany jest tym, że na głowie mam miliony spraw, zadań do wykonania, a całą reszte wypełnia ON. wciąż jestem tu, w kraju który utrzymywany jest przez takich jak ja. wielu ludzi spotkanych na swojej drodze, przeważnie przelotne znajomości, gdyż tu rzadko kiedy zdarzają się ludzie szczerzy i pomocni. chyba chciałabym wam opowiedzieć o tym co działo się przez ostatnie siedem miesięcy, od wtedy gdy orzekłam, że wyjeżdżam..

kilka dni w nowym miejscu, pierwsza praca, nowi ludzie i jedyne co umiem powiedzieć to "goedemorgen" ('hujemorhe'; dzień dobry). generalnie wszędzie strach, chociaż ludzie mili i więcej nagadałam się potokiem bezmyślnych słów po angielsku, polsku, cała reszta na migi. zaczęły się zlewać godziny, dni, tygodnie.. praca, dom, praca, dom i wciąż to samo.
najgorsze były wieczory. nie umiem opisać samotności jaką odczuwałam, pomimo tego, że obok była siostra. to nie to samo. brakowało mi tego od czego chciałam uciec.
do kolejnej pracy nie było mi tak spieszno, tym bardziej że poszłam do niej tylko ze względu na to, żeby udowodnić najbliższym, że jestem twarda i dam sobie rade.
praca nie była zła, ludzie też nie. myślenie o powrocie do domu odrzuciłam na dalszy plan. dałam sama sobie szanse. od tamtej pory żyło się jakby lepiej..
pierwszy zjazd do Polski, do domu. wypełnienie pustki, radość i naładowanie energią na tyle, żeby podjąć decyzje o powrocie do Holandii.

"wyjeżdżam. potrzeba trochę odpowiedzialności, racjonalności i przejmowania się sobą, a nie innymi. izolacja dobrze wpływa na psychikę. do tego miasta wrócę w odpowiednim dla siebie czasie." USTOSUNKUJĘ SIĘ! odpowiedzialności jest we mnie więcej niż trochę - przede wszystkim za siebie, ale też za Niego i za Nas. Racjonalność nabyłam w czasie, gdy musiałam planować pewne rzeczy, podczas organizowania sobie czegokolwiek. każdy problem jaki się napatoczy jest analizowany racjonalnie, czasem aż za bardzo.. przejmowanie się sobą, a nie innymi nie zamieniłam na egoistyczne gadanie. po prostu "...każdy ma swoje priorytety...".


ps.: 1/2 - nawet nie wiem za bardzo jak określić ten bełkot.
2/2 - o nim, o nas, gdyż chcę się podzielić szczęściem, które znalazłam.

poniedziałek, 5 listopada 2012

dziadowski bicz!


życie jest piękne, wiecie? każda pojedyncza chwila, każde zdarzenie, które nas spotyka niesie za sobą gorycz lub śmiech. to kwestia wyboru, a my - ludzie, nie jesteśmy w wyborach najlepsi. ale przecież nawet po najgorszym dniu nadchodzi wieczór, a wieczorem otwierają się drzwi zadymionych pomieszczeń o niskich stropach, pełnych alkoholu i słów, pełnych nadziei i planów, pełnych nas. z tego się właśnie składamy, każda cząstka nas lekko zarażona dekadentyzmem i zachłyśniętą częścią życia. 

chyba dziś wpadła na kawę stara znajoma depresja, bo juz dawno nie miałam tak wielkiej ochoty na leżenie w łóżku i wielogodzinne wpatrywanie się w ścianę. 

mówią o niej, że zimna, nieczuła. że sprzedała duszę za kolczyki z diamentami. że śmiech ma okrutny, perlisty donośny. a ona płacze dopiero, gdy jest sama. gdy nikt nie widzi. miejcie litość dla tych najtwardszych i spuśćcie ich czasem z oczu. oni też potrzebują chwili przerwy, by nauczyć się tekstu na kolejna scenę, by zmyć makijaż, by spokojnie usiąść na krześle i patrzeć w ścianę, na której było lustro, a teraz już nie ma nic.

cała jestem jakaś sprzeczna, hipokrytka.



Ps.: co to znaczy dziadowski bicz, wiecie?

niedziela, 4 listopada 2012

one day baby


we'll be old
oh baby, we'll be old
and think about all the stories that we could have told..


usiąść i coś napisać. napisać coś, co będzie czymś z mojej głowy. głowa rośnie od nadmiaru myśli związanych z tym co się wydarzyło i co wydarzyć się może.. 

jesteś w obcym miejscu, ludzie są Ci obcy, język jest Ci obcy.. obce spojrzenia, szepty, gesty, wszystko obce.. nie wiesz gdzie pójść, co zrobić. boisz się zajrzeć do miejsc, w których nie byłeś. nie wiesz jak się zachować. nie jest to wyobcowanie, ale nie wiem ani ja, ani ty jak to określić.. to coś jakby samotność. choć tak naprawdę to nie jest Ci  chyba nawet przykro, że jesteś sam..

siedząc na parapecie, przy zgaszonym świetle, z kubkiem gorącej herbaty, który wręcz parzy mnie w dłonie, patrząc na krople deszczu odbijające się od okna, dochodzę do wniosku, że lubię być sama. bez kogokolwiek obok. czasami obecność innej osoby nie pozwala mi na bycie taką, jaką jestem w jakimś momencie. często udaję, że jest dobrze, byleby uniknąć zwierzeń i pocieszeń. jednak z drugiej strony dobrze mieć obok kogoś, kto wyciągnie nas z powrotem, gdy wypadniemy za burtę, i dobrze czuć się potrzebnym, by komuś innemu móc zawsze pomóc. jakby nie patrzeć jest to zamknięte koło. dla mnie bez wyjścia. nie potrafię być bardziej w lewo, ani w prawo..



środa, 26 września 2012

rozejm się skończył.


nie można mieć głowy w dwóch miejscach naraz. ja osobiście nie jestem w stanie mieć jej nawet w jednym..


zdarzają mi się takie chwile jak dziś, kiedy kompletnie wypłukana, siadam w mym magicznym miejscu i nagle wszystkie uczucia wracają. wracają z taką siłą i taką mocą o jakiej mi się nawet nie śniło. wiedziałam, że ten czas tutaj pomoże mi się z czymś uwikłać. i tak, mogę śmiało powiedzieć, że nie jest już źle. jest tak jak być powinno i chyba nic już tego nie zmieni.
budzi się we mnie tyle emocji nieznanych wcześniej, które trzeba oswajać w różnych konfiguracjach i które zderzają się ze sobą jak nieobliczalne cząstki atomu. tysiące nieprzewidzianych eksplozji o różnej sile. zaczynają mi sprawiać radość drobiazgi, z pozoru nic nie znaczące szczegóły, gesty, uśmiechy innych, znajome twarze, wspólne wyjście. dostrzegam życie wokół siebie, jesień w moim mieście.

wyjeżdżam. potrzeba trochę odpowiedzialności, racjonalności i przejmowania się sobą, a nie innymi.  izolacja dobrze wpływa na psychike. do tego miasta wrócę w odpowiednim dla siebie czasie. 

niedziela, 19 sierpnia 2012

zbrodnia przekracza granice.


najpierw rezygnujesz z drobiazgów, potem z większych rzeczy, a w końcu z wszystkiego. śmiejesz się coraz ciszej, aż wreszcie zupełnie przestajesz się śmiać. Twój uśmiech przygasa, aż staje się tylko imitacją radości, czymś nakładanym jak makijaż..
przerażam się, kiedy widzę swoje obłąkane spojrzenie. łapczywie zaciskam palce na okrągłej klamce i szarpię za zamknięte drzwi swojego umysłu. nie otwieraj, nie oddawaj mi klucza. zmysły stracę! panika. cicho skrzypią drzwi pamięci. słychać mój jęk w zardzewiałych zawiasach. teraz nie zmuszaj mnie do niechcianych powrotów w siebie, w nas, w przeszłość. nie wodź mnie za nos, nie trzymaj na uwięzi.

13-ego piątek. dla mnie nie ma pecha. normalny dzień, tylko kiedyś komuś się nudziło więc coś odrypał, mówiąc, że miał pecha. tobił tak co roku 13-ego w piątek i się przyjęło. albo zbijesz lustro, to masz 7 lat pecha. a jak nie zbiję, to co? całe życie szczęście? szczęście to fałszywe złudzenie. bo co to za szczęście, jak po każdym cierpisz? cierpisz, że znikło. więc nie mów mi, że jest szczęście. życie to cierpienie, które od czasu do czasu znika, zastępuje je wtedy "szczęście". chociaż zawsze można odpłynąć od życia, cierpienia.. marząc.

bez nowości. nie dzieje się nic, co było by warte mojej uwagi. brak jakichkolwiek obiektów porządania w okół mnie. nie wiem, może to ja stałam się wybredna i nie doceniam tego co mam koło siebie. czekam na coś więcej, coś co powali mnie na kolana i odbierze mi mowe, coś co sprawi, że zapomne jak żyć. wiem, że jeśli taki ktoś pojawi się w zasięgu mojego wzroku, spowoduje on niesamowitą radość we mnie, lecz wiem, że przyniesie mi on wiele kłopotów. ale czy, nie tym jest życie?! czekam na kogoś do kogo będę wracać wciąż, chociaż nie będę go lubić, ale gdy odejdę, WRÓCĘ. czekam, czerwona szminka gotowa..



olejmy jutro, liczy się tylko to co teraz! <klik>

poniedziałek, 23 lipca 2012

na gorącym uczynku.


   kim Ty jesteś i co o mnie wiesz, że mówisz mi to wszystko zduszonym szeptem? nie wiem skąd się wziąłeś i dokąd odejdziesz, gdy nagle znikniesz, by nie wrócić. nie wiem co mi odbierzesz i jak będę reagować na dźwięk Twojego imienia. nie mogę Ci zagwarantować niczego, nawet tego, że kiedyś umrę i nigdy już mnie nie będzie, więc nie wierz w to wszystko, co Ci mówię, bo to kłamstwo i nie bierz niczego, co Ci daję, bo ukradłam to kiedyś komuś innemu; komuś kto bezprawnie szeptał mi te słowa, w które nie wierzę, które sama ułożyłam, które kiedyś komuś szeptałam, by odejść znienacka i zabrać mu wszystko co ma. nie dotykaj mnie, nie wielb, nawet na mnie nie patrz, nie mogę zapamiętać Twojego zapachu, bo odbiorę Ci go razem z ostatnim oddechem. spiję go z Twoich warg, karku, spętam nadgarstki papierosowym dymem którego tak nie znosisz i który tak uwielbiasz. a teraz wyjdź, nie możesz tu być, nie możesz mnie okłamywać moimi słowami, a ja nie mogę w nie uwierzyć, więc zróbmy choć raz to, co zrobić musimy i odwróćmy się od siebie bez żalu, bez lęku i bez ostatniego spojrzenia.

   nigdy nie pomyślałabym ze można chcieć być z kimś tak bardzo, wcale go nie kochając, nigdy nie pomyślałabym ze można być tak uzależnionym od kogoś bez miłości do niego, nigdy wcześniej nie zgodziłabym się z tym, że można oddać się bez końca osobie z która nie wiążemy naszych planów na najbliższą przyszłość, nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy ze można kochać połowicznie, nigdy, przed Tobą. 
nie mogę, po prostu nie mogę wytrzymać tego co robimy, przecież ani ja nie kocham Ciebie ani Ty mnie, i gdy tak leżysz w moim łóżku i patrzysz w ścianę, a ja trzymam głowę na Twoim torsie i mam ochotę się rozpłakać, nie wiem czy bardziej nienawidzę Ciebie czy siebie.
nie wiem.  


niedziela, 17 czerwca 2012

śmierć w raju.


wróciłam do domu mając wciąż ogromny mętlik w głowie, mimo że już od jakiegoś czasu powtarzałam sobie, że to się tak skończy, że MY się skończymy. skąd więc ten zawód?! w ustach smak gorzkiego wina pomieszanego z niemniej gorzkimi łzami, przywoływał setki nieważnych teraz wspomnień. zaczęłam się cała trząść, w końcu runęłam na podłogę i zacisnęłam mocno pięści, czując jak paznokcie wbijają mi się w nadgarstek. nie dopuszczałam do siebie myśli, że on wciąż był ważny, że był nawet ważniejszy niż ja. czy to znaczy, że moje życie się wykoleiło, bo nie było nikogo, kto mógłby mu nadać dawny tor i kierunek? najżałośniejszy ryk rozpaczy przeciął moją duszę wzdłuż i wszerz. to właśnie wtedy obiecałam sobie, że nikogo więcej nie pokocham..

potrafie fałszywie sie uśmiechnąć. uwielbiam patrzeć z nienawiścią i pogardą, odzywać się z ironią. jestem w stanie zrobić Ci krzywdę aby się zemścić.. po dniach, tygodniach, latach. kiedy znajdę odpowiednią okazje. czasem płacze bo nie mam siły. śmieje się wtedy kiedy mam ochotę. wiem, że jeśli ktoś zdradzi raz zrobi to znowu.. wybaczam, tylko jeśli kocham. niektórzy nie mają inklinacji wybaczania. po prostu zrywają kontakt z ludźmi, którzy im dopiekli i w ten sposób rozwiązują problem. ktoś, kto nie istnieje, nie może Cię już zranić. dobry sposób na życie, zamierzam go stosować ..
 boje się jedynie śmierci lub samotności. choć czasem perspektywa samotności wydają się być jedynym i odpowiednim kompanem dla mnie. nie jesteś w stanie mnie poniżyć bo doskonale znam swoją wartość. nie wymagam od innych tego czemu sama nie potrafiłabym sprostać. lecz stać mnie na wiele.

bo to nie działa. nigdy nie działa. nagle budzisz się pewnego dnia i dociera do ciebie, że dajesz za dużo, że dajesz niepotrzebnie, że dajesz w kosmos i nie dostajesz nic w zamian. bo nie można nic za kogoś. zamiast kogoś. to złudzenie, że można chcieć za dwoje. nie. nie można.

czwartek, 10 maja 2012

od telepatii po szczęście.



telepatia. jedna z TYCH rzeczy. nikt nie wie jak działa, ale działa. i wszystkich irytuje na około. stoisz naprzeciwko człowieka i myślisz sobie, że wiesz o czym on myśli. on też zaczyna to wyczuwać, więc oczywiście od razu zaczyna myśleć o czymś innym, z tym, że ty nie wiesz, że on już myśli o czymś innym, nie o tym, o czym naprawdę myśli. Bóg zrobił wiele rzeczy, żeby ludzie nie mogli dogadać się między sobą, ale to było wyjątkowo perfidne z jego strony. pomijając ludzi, którzy zawsze myślą o niczym, albo o czymś innym. to ekstremalne przypadki, które nie wiedzą nawet, że są sobą i co rano się dziwią, patrząc w lustro. co to z resztą znaczy - być sobą? najlepiej nie myśleć o niczym.. czasem po prostu trzeba się napić, żeby nie oszaleć. wyłączyć mózg na parę godzin, niech się zajmie tylko sobą, może przekaże nam rankiem coś interesującego. tymczasem mózg po paru godzinach samotności zawsze stwierdza, że ciało, którym zarządza jest nic nie warte i w ogóle najlepiej nic mu nie mówić, więc przekazuje tylko informację 'wody'. idziemy więc się napić, jest już rano, a częściej już południe i wszystko zaczyna się od nowa, z tym, że jest już parę godzin bliżej rozwiązania. rozwiązania czegokolwiek.

generalnie to powiem wam, że rzygam całym tym miastem. nie lubię tych samych piątkowych wieczorów, nie lubię też sobotnich poranków. toleruję je tylko ze względu na ludzi, z którymi spędzam ten czas. dawka śmiechu, ekscytacji, energii jaką oni mi podają, wyrównuje się z dawką niechęci do tego gdzie jestem.



szczęście w nieszczęściu i po uszy zakochana, a to dobrze nie wróży..


wtorek, 27 marca 2012

pożegnanie zimowego snu, pobudka..

   a ja byłam właściwie szczęśliwa. właściwie, to dobre słowo. taka przykrywka do wszystkiego, czego nie chcemy powiedzieć. właściwie dobrze, to znaczy nie, nie dobrze, ale prawie źle, ale po co Ci o tym mówić. właściwie zdrowa, to znaczy chora, może była chora, może jeszcze nie doszła do siebie, więc właściwie zdrowa, ale nie Twoja sprawa. właściwie myślałam, żeby do Ciebie zadzwonić... to znaczy, nie, nie chciałam dzwonić, ale nie wiem, co powiedzieć, więc słowo właściwie i tak da Ci do zrozumienia, że nie dzwoń Ty również. . właściwie - znaczy prawie kłamstwo.właściwie nic mi nie jest.to znaczy jest mi wszystko.

   
perspektywa dobrej chwili może zmienić wszystko i to na lepsze. satysfakcja wykonanej roboty jest jedną wielką drastyczną sceną. ciągłe zmiany planów powodują, że moje samopoczucie staje się obojętne. mam wolny dzień, nagle jakiś spontan i nie mam czasu wyprasować tej sterty ciuchów, które już prasuje od kilku miesięcy.. niestety, dobrze zaplanowany dzień też przeważnie kończy się fiaskiem, bo nagle coś komuś wyskakuje. 
jestem milsza niż zwykle i staram się to wszystko tolerować. . wspomnienia, które powodują że zamiast zapomnieć, pamiętam. zdrajcy, czekający na nagrodę i bezinteresowni przyjaciele. wciskanie nosa w nie swoje sprawy wyprowadza z równowagi. a gdy kogoś się prosi o pomoc, wychodzi się na słabeusza.
    fuck the system! to wszystko to jakieś pierdzielone syzyfowe prace.. jestem najszczęśliwsza, gdy piję kakao leżąc już w łóżku, jak teraz. i On też mi daje szczęście.

Ps.: BUZIAK i przepraszam za drzemkę!

środa, 25 stycznia 2012

moja własna incepcja.

   nikt nie wie, jak to jest siedzieć zamkniętym w małym miasteczku. niby nikogo zamknąć nie można, bo każdy idzie, gdzie chce i robi, co mu się podoba. tymczasem tu nie ma dokąd iść i wszystko włóczy się za tobą - rezygnacja, nuda, nawet wiatr jakiś taki pełen kurzawy. jak sceny z kiepskiego filmu, albo wyjątkowo nietrafiona książka. siedzisz na ławce, palisz papierosy i zastanawiasz się, czy jest się do kogo odezwać, a jak nawet jest, to po co? przecież powie Ci to, co wczoraj i to, co jutro, więc może lepiej zamilknijmy na amen i dajmy już sobie spokój z cudami dnia powszedniego, jak szczery śmiech, który ni stąd ni zowąd potrafi się wydobyć z zaschniętych, pustych gardeł, lecz zaraz umiera w głuchej ciszy i nikt o nim nie pamięta. sen nie jest ukojeniem, bo po przebudzeniu nadal jesteś we śnie, a po tym duszącym nudnym śnie przychodzi kolejnym i to ironicznie ktoś nazwał życiem. po co z resztą to mówić, wszyscy to wiedzą, formułują to w swoich mózgach mniej lub bardziej wyraźnie, statystycznie urodzin wciąż jest więcej niż zgonów, więc może jednak jest po co żyć, choć nie u nas, gdzieś indziej, gdzieś za granicą naszego wzroku i nigdy się o tym nie dowiemy.
   myślę, że życie dzieli się na straszne i żałosne. to są dwie kategorie. straszne to, no nie wiem.. śmiertelne przypadki, niewidomi, kalectwo. nie wiem jak sobie ludzie dają z tym radem radę, to zadziwiające. a żałosne są życia wszystkich pozostałych. więc jeżeli jesteś żałosny, powinieneś być wdzięczny losowi, że jesteś żałosny, bo być żałosnym to wielkie szczęście.


Kubuś Puchatek jest całkiem w porządku . w bajkowym świecie wszyscy są szczęśliwi, a ty? 

środa, 4 stycznia 2012

długo i szczęśliwie..

pospamuje Ci przed pójściem spać..

jest 00:35. zaczynam odczuwać zmęczenie, ale nie na tyle, aby nakłoniło mnie to do snu. odczuwam Twój brak. tęsknota mnie ssie. to uczucie, że jesteś mój, a i tak mi Ciebie mało. nie masz pojęcia, jaką jestem aktualnie szczęściarą. mimo tego, że zasypiasz przede mną..

już 00:37. kolejny uśmiech do monitora na myśl o Tobie. na myśl o tym, że za kilkanaście godzin Cię zobaczę. znowu będzie cudownie. mam nadzieję, że nie będzie padać, bo mam ochotę z Tobą pomarznąć..

00:39. myślę, że lubię jak mnie przytulasz. jak trzymasz rękę na moim udzie. jak patrzysz tylko na mnie, uśmiechając się inaczej niż zwykle..

00:41. dalej wpatrzona w ekran myślę.. i myślę, że uwielbiam jak mnie całujesz. po prostu uwielbiam.

00:43. stwierdzam, że zwariowałam na Twoim punkcie.

00:44. kocham Cię.

00:45. teraz już wiesz o czym myślę przed snem. z uśmiechem na twarzy zamykam laptopa, obracam się na prawy bok, przykrywam się kołdrą i zasypiam. zasypiam z myślą o Tobie.

00:46. dobranoc. ; *



nie macie pojęcia jak mi dobrze.. najlepiej.
mam super ludzi obok siebie. <3 

piątek, 9 grudnia 2011

almost lover

   naszło mnie na rozkmine z życia wziętą. bardzo świeże zdarzenia powodują napęd tych wszystkich liter, zamieniających się w niecierpliwe wyrazy, aż w końcu w zagubione zdania. nie ma czasu na sklejanie tego chaosu. każdy orze jak może!
   tylko jego mentalność pozwala mu zbliżyć się do mnie. nie uciekam. wciąż go obserwuję, sprawdzam, przepytuję. coraz częściej przekonuję się, że tak wiele nas dzieli, a mimo to daję jemu i sobie szansę. nie zabawiam się. traktuję sprawę poważnie. uczucia zastępuję delikatnym uśmiechem i beztroskim spojrzeniem w oczy. on wie, że nie ma w tym ani krzty miłości. mimo to, daje się wciągnąć w czułe gesty. wciąż mam w głowie jego uśmiech – wymarzone dołeczki w policzkach, do tego dochodzi to spojrzenie, które daje poczucie bezpieczeństwa i totalnej swobody. pragnę go coraz bardziej, bez obawy o to co powiedzą inni i czy będziemy żyli długo, czy raczej nieszczęśliwie.. zapominam o wszystkim, gdy mam go obok siebie. nie boję się spróbować i daję nam szansę.
   te zmiany, które zaszły we mnie kilka miesięcy temu, pomału wychodzą ze mnie, dostrzegam je, jestem z nich dumna. zamiast wiecznej pogoni za szczęściem, przed którym tak naprawdę uciekałam, w końcu mam
uśmiech na twarzy. bo żyję teraźniejszością, nie przejmując się tym co znów źle zrobiłam.

zaćmienie słońca

paranoja spowodowana brakiem motywacji do dalszej walki z samą sobą. to że sie trace to kwestia tego, że brak mi czasu. a jak juz mam czas, to go nie mam bo śpię. czyż nie popadłam w jakieś ruiny fatalizmu, który odbije sie na wszystkim, a ja nawet nie zdążę tego zauważyć, dopiero gdy wszystko upadnie będę czuła sie stracona. może tym razem uda mi sie zauważyć ile tracę z obawy przed utratą. czy ja kiedyś dostane taką szanse, krótką, malutką, na to, aby móc sobie poukładać w tej swojej małej główce to wszystko? nie mam żadnych wyższych wartości. nie, nie istnieje u mnie coś takiego. żadnego wzorca. zero jakiejkolwiek motywacji do tego, aby np. wziąć ksiażke i po prostu poczytać. dopadła mnie chwila, w której cieszę sie tylko tym, ze śpie. że mogę to robić. nienormalne? może czasem właśnie trzeba byc nienormalny, aby zrozumieć normalność innych, czy też nienormalność. w końcu kto powiedział, ze wszyscy wokół są ogarnięci.. zrozum własną wieś, a zrozumiesz cały świat.


byłam w izolacji, bo znajomi się odwrócili i zostałam sama ze sobą, potem się wkurwiłam i wróciłam do życia. 

niedziela, 20 listopada 2011

i'm not afraid.

Ludzie potrafią niszczyć, psychicznie przede wszystkim.. Czasami robią to całkowicie nieświadomie. Ale niektórzy tną słowami z dokładnością chirurga twoje myśli i uczucia. Dla własnej satysfakcji, dla lepszego samopoczucia i dla ? 
Dla zabawy. Bo czemu nie, bo kto im zabroni. Kto zabroni tym wszystkim gnojkom pociągać za sznurki cudzego życia? Nikt. A wiecie co ? To jest piękne. i cieszę się, że jestem jednym z nich.
Jeśli ktokolwiek jest na tyle słaby, że daje sobą manipulować to jego problem, a pociecha dla manipulatorów.
Jeśli ktokolwiek włączą się całkowicie oportunistycznie w owczy pęd - jest słaby - jego problem. Tacy ludzię nigdy nie osiągną sukcesu, nie mają ikry, własnego zdania, charakteru, charyzmy. Każdy lekki podmuch wiatru w ich psychikę pokazuje co mają pod spodem, coś a la Marylin Monroe w scenie z sukienką, tylko nie ma w tym ani krzty klasy, jest to żałosne. Są przejrzyści, banalni, gardzę nimi. Później kończą na "wysokich" stanowiskach smażąc frytki w McDonaldzie. I zanoszą się głośnym pytaniem "dlaczego tak skończyłem" - kretyni, niemożliwa jest odpowiedź na pytania retoryczne. Czy nikt im nie wytłumaczył, że do sukcesu nie ma windy? trzeba zapierdzielać po schodach, milion stopni do góry.
Kto oglądał "Człowieka z Blizną" z rewelacyjnym Al'em Pacino w roli głównej wie o czym mówię. Kto nie oglądał - krótko streszczę. Człowiek który jest nikim, poprzez spryt, charyzmę i wyznawanie zasady "po trupach do celu" (czasem bardzo dosłownie) wspiął się na sam szczyt. Nie cofnął się przed niczym, ryzykował wszystko, wygrał wszystko. Proste.
"The world is yours", Świat jest twardy, trzeba grac twardo. Trzeba walczyć o swoje, o marzenia, o każdą pieprzoną kwestię na której nam zależy. Bez skrupułów. Do końca. Kogo obchodzi co myślą inni. To mi ma być dobrze. Świat ma być mój.

Świat będzie mój. I to nie dlatego, że kupię sobie globus..

z pozdrowieniami od Krzysztofa Hanaka. 
+ NOBEL : *

poniedziałek, 17 października 2011

15 minut..

nie jestem homoseksualistką, narkomanką, dziwką, dorosłą tatuażystką, miłośnikiem używanych kolczyków, ani kimkolwiek innym z kim można by mnie skojarzyć. w zasadzie nie jestem nikim szczególnym i chyba niczym specjalnym się nie wyróżniam. czasem tylko nagle drętwieją mi palce i w pół chwili robi się przeraźliwie zimno, niepokój przechodzi w bezsenność, ucieka poczucie bezpieczeństwa. nie lubię wizyt u lekarzy.. bóli brzucha, powierzchownych zranień, strachu, obaw i wstydu. najbardziej boję się umrzeć przed Tobą. na co dzień tak nie biadolę.

to musiało się skończyć. nie można długo żyć w neurozie albo w psychozie. tego nie wytrzyma żaden człowiek. trudno przecież przez całe życie być pijanym. nie aż tak.



 lubił prowokować intelektualnie. od tego się zaczęło. od słownych gier. aluzyjek przemycanych zgrabnie w wypowiedziach. lubię ten rodzaj igrania, to dotykanie siebie przez słowa.. wystarczyło mu 15 minut, a ja mam łzy w oczach i uśmiech na twarzy.

sobota, 1 października 2011

rozwód z przeszłością


nieważne kim dziś jestem.. kim byłam..
nieważne jaka była prawda i dlaczego..
nieważne, że tylko blizny mi pozostały..
nieważne, że to moja kruchość i choroba..
nieważne, że serce z żalu krwawi..
nieważne, że lęk płynie z oczu..
ludzie i tak bez pytania wiedzą swoje.

czasami z ludźmi nie warto dyskutować, nie warto im tłumaczyć, jedyne co warto, to zostawić ich i odejść. osamotnienie jest jedną z najcięższych kar, na które człowiek może skazać człowieka.

   czułam w sobie tylko ogromną pustkę. co więcej byłam z tego całkiem zadowolona, pustka przecież nie może boleć. trochę odzwyczaiłam się od pewnych rzeczy. trochę obco mi we własnych kątach.. ale potrzebuję jeszcze więcej zmian. chcę swobodnie oddychać.


ps.:  matura to bzdura. a prrraca ssie!