wciąż pytają czy mnie to nie męczy, czy czasem nie mam tego dość, ale czy kiedykolwiek pomyśleli o tym jakie to uczucie, kiedy przytulasz kogoś po długiej rozłące? czy wiedzą jaki smak ma kończąca się na chwile tęsknota? nie jeśli nigdy naprawdę nie tęsknili. za nic nie chciałabym raz jeszcze przejść przez to, co przeżywałam w ciągu minionych tygodni ale musze przyznać, że dzięki nim doceniłam to co mi zostało, to co mam jeszcze bardziej niż przedtem..niedziela, 18 września 2011
brak czegokolwiek
wiesz jak to jest obudzić się pewnego dnia i uświadomić sobie, że zniszczyło się coś, co dawało szczęście? ja sobie właśnie to uświadomiłam, że zniszczyłam wszystko co było prawdziwego między nami.. dopiero teraz sobie uświadomiłam, że zależy mi na Tobie, kiedy zaczęłam tęsknić za rozmowami z Tobą o byle czym, Twoim uśmiechem i tym cudownym wzrokiem. teraz doceniam to wszystko. masz rację, bo pogubiłam się trochę w tym moim życiu. mimo wszystko znasz mnie lepiej, niż ja siebie samą. i wiem również, że jesteś kimś wyjątkowym. a teraz mogę Cię tylko przeprosić, że tak późno to dostrzegłam. i nie wiem co z tym zrobisz, ale miałabym wyrzuty sumienia, gdybym Ci tego nie powiedziała. przepraszam.
wciąż pytają czy mnie to nie męczy, czy czasem nie mam tego dość, ale czy kiedykolwiek pomyśleli o tym jakie to uczucie, kiedy przytulasz kogoś po długiej rozłące? czy wiedzą jaki smak ma kończąca się na chwile tęsknota? nie jeśli nigdy naprawdę nie tęsknili. za nic nie chciałabym raz jeszcze przejść przez to, co przeżywałam w ciągu minionych tygodni ale musze przyznać, że dzięki nim doceniłam to co mi zostało, to co mam jeszcze bardziej niż przedtem..
wciąż pytają czy mnie to nie męczy, czy czasem nie mam tego dość, ale czy kiedykolwiek pomyśleli o tym jakie to uczucie, kiedy przytulasz kogoś po długiej rozłące? czy wiedzą jaki smak ma kończąca się na chwile tęsknota? nie jeśli nigdy naprawdę nie tęsknili. za nic nie chciałabym raz jeszcze przejść przez to, co przeżywałam w ciągu minionych tygodni ale musze przyznać, że dzięki nim doceniłam to co mi zostało, to co mam jeszcze bardziej niż przedtem..wtorek, 6 września 2011
nigdy nie mów nigdy?
nigdy nie można być pewnym że ma się kogoś na zawsze, bo można go stracić w ciągu sekundy i nie zdążyć powiedzieć jak bardzo był ważny.. nigdy też nie pomyślałabym, że osoba, która pomogła mi się podnieść ponownie powali mnie na ziemię. wcale nie zdziwiłabym się, gdyby pobiegła po gwoździe i młotek, aby mieć pewność, że tak łatwo nie wstanę.. za każdym razem, gdy wydaje mi się, że chociaż trochę zaczynam mieć pewne rzeczy w dupie, wszystko musi mi się rozpierdzielić w drobny mak i utwierdzić mnie w przekonaniu, że jednak nie. że nadal cierpię z tych samych powodów..naprawdę uczę się żyć, korzystać z dnia, swobodnie, bez nieustannego planowania, bez presji różnych konieczności. do diabła, przecież na końcu jest tylko grób, więc po co się tak gorączkować. nie chcę być całe życie inwalidką.. i żyć tylko po to, by nie umrzeć. sama, bo sama muszę przejść przez swoje życie.. boli? to znak, że pojawią się efekty
w kwestii zasadniczej - nie wiem, ile razy człowiek, czyli kobieta, może zaczynać życie od nowa. jeśli o mnie chodzi, robię to teraz poniekąd nałogowo. bez przerwy. nie wiem, dlaczego akurat na mnie popadło. i nigdy się nie dowiem. niczego nie poznaję. są jakieś dźwięki, kolory, kształty, zapachy, ale nic nie ma sensu. nic nie układa się w spójny ciąg. jest jakiś świat, kompletny, bogaty, wyglądający sensownie, ale błąkam się po nim, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. wszystko ma konsystencje oprócz mnie. ja gdzieś zniknęłam.
czasami zapominamy o świecie, o ludziach, których powinniśmy doceniać. myśląc, że sami możemy osiągnąć więcej, gubimy się na najprostszych drogach do celu. w takich chwilach wystarczy mieć przy sobie czyjeś serce, aby bezpiecznie dotrzeć w wyznaczone miejsce. wtedy uświadamiamy sobie, że samemu można próbować żyć, ale samotność wymaga odwagi.
przed śmiercią możesz wykonać jeden telefon. dzwonisz i słyszysz, że jest zajęte..
środa, 17 sierpnia 2011
można? można.
nikt nie lubi jak jego świat rozsypuje się na kawałki. dlatego ludzie zwykle starają się przewidzieć zagrożenie i go uniknąć, bo dzięki temu udaje im się podeprzeć kruchą konstrukcję, która i tak ledwo stoi. są tacy którzy postępują inaczej; rzucają się na oślep w wir namiętności, w nadziei, że rozwiąże ona wszystkie problemy. składają na barki innych całą odpowiedzialność za własne szczęście i całą winę za ewentualne niepowodzenia. są rozdarci między euforią, bo przydarzyło im się coś cudownego, a rozpaczą, bo jakieś niepowodzenie wszystko zniszczyło..
ps.: mam w domu największy skarb - Siostre. każda minuta z nią jest cudowna!
niedziela, 14 sierpnia 2011
wciśnij guzik..
to był właśnie ten dzień, kiedy uświadomiłam sobie, że nie potrzebuje już tych wszystkich złudzeń, tych kitów, które pociskali mi wszyscy przez lata. postanowiłam wziąć życie w swoje ręce i walczyć z tym, z czym nie umiem się pogodzić. kiedy paliłam, wydawało mi się, że mogę przenosić góry. moje marzenia stawały się bardziej odważniejsze i wszystko miałam na wyciągnięcie ręki. ale potem było znów jak zwykle..
powiesiłam płaszcz na wieszaku i usiadłam na krawędzi łóżka. wzięłam do ręki kolorowe pismo i przewertowałam kilka stron. łza spłynęła mi po policzku, za nią nastepna i kolejne. przetarłam oczy i próbowałam czytać, ale po chwili obraz zupełnie się rozmazał. ogarnęła mnie złość. miałam ochotę czymś rzucić, czymkolwiek, wyładować frustrację, która gromadziła się we mnie już od dawna. jak to możliwe, że nic, dokładnie nic mi nie wychodzi? za co się wezmę -porażka. czego nie dotknę - plajta. dlaczego zdradziecka natura obdarzyła mnie pragnieniem twórczego życie, kiedy to niczego, absolutnie do niczego się nie nadaję?!
czarna kawa z cukrem, histeryczne zapędy i papieros jeden za drugim. niemiłosiernie ciągnący się czas, powrót do domu, zebranie z podłogi ubrań, tabletka przeciwbólowa. nie jestem pewna, czy o takie życie mi chodziło. niech się skończy ten zawirowany tryb, niech ktoś zmieni bieg, przeprogramuje życie, wciśnie inny przycisk, albo niech po prostu to wyłączy.
ps. nigdy się nie zmieniłam. po prostu miałam dość udawania, że jestem szczęśliwa.. ;)
czwartek, 11 sierpnia 2011
lepiej późno, niż później..
ostatnio ograniczam nawet samą siebie - człowiek powinien wiedzieć, że ma władze nad sobą, swoim ciałem, duszą i umysłem.
radykalne środki.
sama nie wiem, czy jest mi przykro, że to wszystko się stało, czy może czuję ulgę, że to już za mną, że już to przeżyłam? ludzi traci się czasem z rozsądku, który celowo mija się z naszą wolą. jak ktoś rozrywa serce, to się odchodzi nie dlatego, że się chce, ale po to by zatamować krwawienie. bo krew na odległość krzepnie znacznie szybciej! złych słów zapomnieć się nie da, ale da się zapomnieć o tym kto je wypowiedział. ciekawe ile razy pomyślałeś o tym, że jednak źle się stało? ja wiele, ale zawsze wtedy przypominałam sobie i uświadamiałam, że tęsknie nie za tą osobą, którą teraz jesteś, ale za tą którą kiedyś byłeś. patrząc na zdjęcia, też tęsknie, za tym dobrym 'dawniej'. ale nie chce wracać do przeszłości, zbyt częste wycieczki w miejsca w których byliśmy razem, mogą uszkodzić mój długo wypracowywany spokój wewnętrzny. nigdy nawet nie będę miała okazji, powiedzieć Ci, jak strasznie Cię nienawidziłam - wtedy, z każdą łzą, coraz mocniej. ale myślę, że wiesz. obyś wiedział.
wiem, że rozdrapywanie starych ran prowadzi do zakażenia teraźniejszości. troche mi wstyd przed samą sobą, że jestem tak niedoskonała w swych słowach..
na-na-na diva is a female version of a hustla - zachciewa mi się.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
krematorium.
kochałam jego wzrok, gdy wpatrywał się w moje oczy. kochałam, gdy próbował mnie rozśmieszyć w gorsze dni. kochałam budzić się i czekać na pierwszą wiadomość od niego. kochałam stać w oknie i oczekiwać, aż przyjedzie samochodem pod mój dom i do mnie przyjdzie. kochałam stroić się godzinami przed lustrem tyko dla niego. kochałam jego błysk w oku i to coś, czym mnie do siebie przyciągał. gdy mówił "kochanie" zawsze przechodziły mnie dziwne ciarki, które kochałam tak samo jak jego. "jak chcesz" - to było jego ulubione wyrażenie oznaczające, że usłyszał, przyjął stwierdzenie do wiadomości i nie ma nic więcej do dodania, a mi to nie przeszkadzało, bo kochałam.
najlepszy stan jaki znam: środek nocy, on obok mnie, o ile słowo obok jest właściwe bo jest tak blisko jak to tylko możliwe. i nie chodzi mi teraz o sex, tylko o tą bliskość, o jego ramię pod moją szyją, o moją rękę na jego piersi, o nasze splecione nogi, o jego oddech na moim policzku.. o tą cudowną bliskość..
przytuliłabym Cię. albo nie. nie mogę. przecież Cię nienawidzę. dla mnie umarłeś, tak bardzo jak to tylko możliwe..
to nie było tak, że on jej nie kochał czy coś.. ta miłość po prostu nie miała szans na przetrwanie.. czasem trzeba się pogodzić ze stratą, nie walczyć z czymś z czym nie mamy szans.. trzeba podnieść się i na nowo uwierzyć w miłość czystą prawdziwą i magiczną. nie można jej skreślać tylko przez jedno potknięcie. puszczam z dymem całą naszą pieprzoną przeszłość!
ps.: miesiąc wakacji za sobą, fak!
przytuliłabym Cię. albo nie. nie mogę. przecież Cię nienawidzę. dla mnie umarłeś, tak bardzo jak to tylko możliwe..
to nie było tak, że on jej nie kochał czy coś.. ta miłość po prostu nie miała szans na przetrwanie.. czasem trzeba się pogodzić ze stratą, nie walczyć z czymś z czym nie mamy szans.. trzeba podnieść się i na nowo uwierzyć w miłość czystą prawdziwą i magiczną. nie można jej skreślać tylko przez jedno potknięcie. puszczam z dymem całą naszą pieprzoną przeszłość!
ps.: miesiąc wakacji za sobą, fak!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

