nie jestem homoseksualistką, narkomanką, dziwką, dorosłą tatuażystką, miłośnikiem używanych kolczyków, ani kimkolwiek innym z kim można by mnie skojarzyć. w zasadzie nie jestem nikim szczególnym i chyba niczym specjalnym się nie wyróżniam. czasem tylko nagle drętwieją mi palce i w pół chwili robi się przeraźliwie zimno, niepokój przechodzi w bezsenność, ucieka poczucie bezpieczeństwa. nie lubię wizyt u lekarzy.. bóli brzucha, powierzchownych zranień, strachu, obaw i wstydu. najbardziej boję się umrzeć przed Tobą. na co dzień tak nie biadolę.
to musiało się skończyć. nie można długo żyć w neurozie albo w psychozie. tego nie wytrzyma żaden człowiek. trudno przecież przez całe życie być pijanym. nie aż tak.
lubił prowokować intelektualnie. od tego się zaczęło. od słownych gier. aluzyjek przemycanych zgrabnie w wypowiedziach. lubię ten rodzaj igrania, to dotykanie siebie przez słowa.. wystarczyło mu 15 minut, a ja mam łzy w oczach i uśmiech na twarzy.
poniedziałek, 17 października 2011
sobota, 1 października 2011
rozwód z przeszłością
nieważne kim dziś jestem.. kim byłam..
nieważne jaka była prawda i dlaczego..
nieważne, że tylko blizny mi pozostały..
nieważne, że to moja kruchość i choroba..
nieważne, że serce z żalu krwawi..
nieważne, że lęk płynie z oczu..
ludzie i tak bez pytania wiedzą swoje.
czasami z ludźmi nie warto dyskutować, nie warto im tłumaczyć, jedyne co warto, to zostawić ich i odejść. osamotnienie jest jedną z najcięższych kar, na które człowiek może skazać człowieka.
czułam w sobie tylko ogromną pustkę. co więcej byłam z tego całkiem zadowolona, pustka przecież nie może boleć. trochę odzwyczaiłam się od pewnych rzeczy. trochę obco mi we własnych kątach.. ale potrzebuję jeszcze więcej zmian. chcę swobodnie oddychać.
ps.: matura to bzdura. a prrraca ssie!
poniedziałek, 26 września 2011
no i co z tego?
wiesz, miałeś rację mówiąc, że do starty bliskich osób można się przyzwyczaić. nie wierzyłam. kiedy mówiłeś o tym.. patrzyłam na Ciebie z ironicznym uśmiechem. jednak miałeś rację. kiedy odchodzi pierwszy przyjaciel - boli. drugi? - też. przy trzecim jednak już zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że tak musi być, że widocznie nie wszyscy ludzie są dla Ciebie. nie płaczesz już nawet. starasz się wykreślić z pamięci wszystkie szczególne wspomnienia związane z tą osobą i zapomnieć, że był dla Ciebie kimś na kształt zwykłego znajomego. że nie łączyło Cię z nim żadne szczególne uczucie. jedyną oznaką utarty jest tylko dziwne uczucie pustki, jakby ktoś zabrał kawałek Ciebie. jednak żyjesz dalej. uśmiechasz się. - przez jaki czas Ci się to udaje? - nie wiem. dopiero zaczynam..mam po prostu tego wszystkiego dosyć, wiesz? przestałam się przejmować, zaczęłam tłumić w sobie wszystkie uczucia. ból, który zadawali mi coraz częściej.. na początku zabijał, ale nauczyłam się z nim żyć. było ciężko, owszem. i może nie jest mi lepiej, ale na pewno trochę łatwiej.
ps.: może świat, którego dotykamy wcale nie jest taki zły, tylko nasz własny lęk przed jego dotknięciem czyni go strasznym?
sobota, 24 września 2011
ciastko bez kremu.
nie narzucam nikomu niczego. uważam, że brak swojego zdania w tym wieku, to jakaś niemoralna sprawa, która grozi wyginięciem gatunku. szczyt zagłady następuje po całowiecznych mękach. uczucie wiecznego niepokoju nie jest zasadniczym skutkiem całokształtu. jedna sytuacja, zapoczątkowała szereg innych insynuacji, które z czasem przemieniają się w udrękę. wierząc w to, że będzie dobrze, wierzę w to, że monotonny brak poczucia spokoju zaniknie. do szczęścia już nawet niepotrzebne nam samo szczęście. czysta paranoja.
ps.: za dużo, wiem. ale akurat moja chaotyczność w pisaniu, nie uległa zmianie. dlatego szanuj, to co masz.
niedziela, 18 września 2011
brak czegokolwiek
wiesz jak to jest obudzić się pewnego dnia i uświadomić sobie, że zniszczyło się coś, co dawało szczęście? ja sobie właśnie to uświadomiłam, że zniszczyłam wszystko co było prawdziwego między nami.. dopiero teraz sobie uświadomiłam, że zależy mi na Tobie, kiedy zaczęłam tęsknić za rozmowami z Tobą o byle czym, Twoim uśmiechem i tym cudownym wzrokiem. teraz doceniam to wszystko. masz rację, bo pogubiłam się trochę w tym moim życiu. mimo wszystko znasz mnie lepiej, niż ja siebie samą. i wiem również, że jesteś kimś wyjątkowym. a teraz mogę Cię tylko przeprosić, że tak późno to dostrzegłam. i nie wiem co z tym zrobisz, ale miałabym wyrzuty sumienia, gdybym Ci tego nie powiedziała. przepraszam.
wciąż pytają czy mnie to nie męczy, czy czasem nie mam tego dość, ale czy kiedykolwiek pomyśleli o tym jakie to uczucie, kiedy przytulasz kogoś po długiej rozłące? czy wiedzą jaki smak ma kończąca się na chwile tęsknota? nie jeśli nigdy naprawdę nie tęsknili. za nic nie chciałabym raz jeszcze przejść przez to, co przeżywałam w ciągu minionych tygodni ale musze przyznać, że dzięki nim doceniłam to co mi zostało, to co mam jeszcze bardziej niż przedtem..
wciąż pytają czy mnie to nie męczy, czy czasem nie mam tego dość, ale czy kiedykolwiek pomyśleli o tym jakie to uczucie, kiedy przytulasz kogoś po długiej rozłące? czy wiedzą jaki smak ma kończąca się na chwile tęsknota? nie jeśli nigdy naprawdę nie tęsknili. za nic nie chciałabym raz jeszcze przejść przez to, co przeżywałam w ciągu minionych tygodni ale musze przyznać, że dzięki nim doceniłam to co mi zostało, to co mam jeszcze bardziej niż przedtem..wtorek, 6 września 2011
nigdy nie mów nigdy?
nigdy nie można być pewnym że ma się kogoś na zawsze, bo można go stracić w ciągu sekundy i nie zdążyć powiedzieć jak bardzo był ważny.. nigdy też nie pomyślałabym, że osoba, która pomogła mi się podnieść ponownie powali mnie na ziemię. wcale nie zdziwiłabym się, gdyby pobiegła po gwoździe i młotek, aby mieć pewność, że tak łatwo nie wstanę.. za każdym razem, gdy wydaje mi się, że chociaż trochę zaczynam mieć pewne rzeczy w dupie, wszystko musi mi się rozpierdzielić w drobny mak i utwierdzić mnie w przekonaniu, że jednak nie. że nadal cierpię z tych samych powodów..naprawdę uczę się żyć, korzystać z dnia, swobodnie, bez nieustannego planowania, bez presji różnych konieczności. do diabła, przecież na końcu jest tylko grób, więc po co się tak gorączkować. nie chcę być całe życie inwalidką.. i żyć tylko po to, by nie umrzeć. sama, bo sama muszę przejść przez swoje życie.. boli? to znak, że pojawią się efekty
w kwestii zasadniczej - nie wiem, ile razy człowiek, czyli kobieta, może zaczynać życie od nowa. jeśli o mnie chodzi, robię to teraz poniekąd nałogowo. bez przerwy. nie wiem, dlaczego akurat na mnie popadło. i nigdy się nie dowiem. niczego nie poznaję. są jakieś dźwięki, kolory, kształty, zapachy, ale nic nie ma sensu. nic nie układa się w spójny ciąg. jest jakiś świat, kompletny, bogaty, wyglądający sensownie, ale błąkam się po nim, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. wszystko ma konsystencje oprócz mnie. ja gdzieś zniknęłam.
czasami zapominamy o świecie, o ludziach, których powinniśmy doceniać. myśląc, że sami możemy osiągnąć więcej, gubimy się na najprostszych drogach do celu. w takich chwilach wystarczy mieć przy sobie czyjeś serce, aby bezpiecznie dotrzeć w wyznaczone miejsce. wtedy uświadamiamy sobie, że samemu można próbować żyć, ale samotność wymaga odwagi.
przed śmiercią możesz wykonać jeden telefon. dzwonisz i słyszysz, że jest zajęte..
środa, 17 sierpnia 2011
można? można.
nikt nie lubi jak jego świat rozsypuje się na kawałki. dlatego ludzie zwykle starają się przewidzieć zagrożenie i go uniknąć, bo dzięki temu udaje im się podeprzeć kruchą konstrukcję, która i tak ledwo stoi. są tacy którzy postępują inaczej; rzucają się na oślep w wir namiętności, w nadziei, że rozwiąże ona wszystkie problemy. składają na barki innych całą odpowiedzialność za własne szczęście i całą winę za ewentualne niepowodzenia. są rozdarci między euforią, bo przydarzyło im się coś cudownego, a rozpaczą, bo jakieś niepowodzenie wszystko zniszczyło..
ps.: mam w domu największy skarb - Siostre. każda minuta z nią jest cudowna!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



