czasem to, czego nam brakuje, zjawia się w najmniej oczekiwanym momencie - PRAWDA. z racji tego, że uwielbiam monologi od zawsze, postanowiłam tu wrócić. wrócić na stare śmieci. chyba nie chcę opowiadać o tym co działo się przez ostatni rok. chociaż tak wiele zmian nastało w moim życiu..
człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy. najgorsze to nie móc porozmawiać o tym co siedzi w głębi duszy. może to właśnie powód powrotu na bloga? mam tak wiele myśli, nie wiem od czego zacząć... chyba czuję jak grzęznę po kolana w ruchomych piaskach, rozpaczliwie wołając o Twoje zainteresowanie.. czasami "dla naszego dobra" wyrządza wiele zła. nie ma żadnej możliwości, by sprawdzić, która decyzja jest lepsza, bo nie istnieje możliwość porównania. człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. to tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. cóż może być warte życie jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? dlatego życie zawsze przypomina szkic. a nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic jest zawsze zarysem czegoś, przygotowaniem do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, jest szkicem bez obrazu, szkicem do czegoś, czego nie będzie..
co sprawia, że człowiek zaczyna nienawidzić sam siebie? może tchórzostwo? albo nieodłączny strach przed popełnianiem błędów, przed robieniem nie tego, czego inni oczekują...
potrzebuję chociaż jednego znaku.
poniedziałek, 23 lutego 2015
piątek, 18 października 2013
głową muru nie przebijesz!
każdy jest kowalem własnego losu. renoma, opinia, sami tworzymy siebie w oczach innych. czasem boli, że uwaga niektórych osób nieobojętna nam zresztą, skupiona jest zazwyczaj na naszych wadach, widząc tylko przebłyski mądrości życiowej. nienawidzę tej godziny, tej minuty, w której uświadamiam sobie coś, co sprawia mi ból. płaczem wyrzucamy emocje, bo nie chcemy być udręką dla osoby obok, ale i tak nią jesteśmy. szczęście unosi się w pełnym bezsilności pokoju, a najgorsze jest to, że nikt nie otworzy drzwi, ani okna za nas. nikt też nie zapuka i zamartwiając się zapyta "czy coś się stało?". wolałabym wrócić do czasów, gdy ból brzucha spowodowany był tym, że mama idzie na zebranie rodziców i dowie się o tych marnych ocenach. zdziwiona, bo przecież stercząc godzinami przed komputerem wciąż powtarzam jej, że się uczę. tak wiem, te czasy minęły bezpowrotnie.
ja właśnie straciłam wątek zastanawiając się jak to jest gdy nie ma się na nic wpływu.. zero wniosków, stan nieważkości. chciałabym, żeby jakiś kosmonauta właśnie teraz wylądował na podwórku za oknem i zabrał mnie wyżej i dalej niż mogłabym to sobie wyobrazić. zabrałby mnie tam tylko po to, abym pokochała tą godzine i tą minute.
wróciłam do miejsca, które wyzwala we mnie zmiany. musze popracować nad sobą, solidnie. mam dla kogo się starać.
mam potwierdzone info: wracam wraz z końcem stycznia. mam też nadzieję, że nabiorę na tyle rozsądności, że nie będę musiała znowu TU wracać, aby nad czymkolwiek pracować. jedyny powrót jaki przewiduje to wakacje w Sassenheim.
wtorek, 25 czerwca 2013
zanim zostałam milionerką 2/2
nieświadomie. przysięgam! nieświadomie nazwałam tak album na facebook'u. nieświadoma tego, że to on będzie moją wygraną.
pierwsza myśl "przystojny" , druga "pantofel, nie chcę takiego".. nie miało być to miłe, było szczere. odmawianie mu randki, z powodu deszczu też było szczere. absurdalnie pocałował mnie w momencie, kiedy mówiłam, że JESZCZE NIE. od tamtej pory byłam już jego. mniej lub bardziej.
wspólne mieszkanie wiele nas nauczyło. przede wszystkim nauczyło nas przyjaźni i rozmowy, na tym budowaliśmy i wciąż budujemy nasz związek. nauczyliśmy się prawdy, mimo tego, że czasem była bolesna. wspólnie przepłakane noce kończące się wtuleniem w Jego ramiona. czuję się przy nim taka bezpieczna.
pierwszy raz mężczyzna z którym jestem jest dla mnie wszystkim.
ton jego głosu jest jak ulubiona piosenka, której pragnę słuchać. jego oczy najpiękniejsze o poranku, kiedy lekko przymrużone, troche uśmiechnięte wpatrzone są we mnie. milczenie to nasza własna rozmowa.
mamy plany na bliższą i dalszą przyszłość, tworzymy je razem, bo zależą od nas.
kłócimy się przeważnie przez moje paranoje, ale te najczęściej nachodzą mnie wtedy, kiedy nie dowierzam w szczęście, które on mi daje.. szczęście, które posiadam.
kocham jego uśmiech. kocham stan kiedy znajduje się blisko jego serca. kocham czuć jego wzrok na sobie. kocham jego pocałunki, szczególnie te bez powodu. kocham patrzeć jak zasypia. kocham go w ubraniu i nago. kocham jak mówi, że kocha. kocham go kochać.
nikt i nic nie jest w stanie zmienić tego co jest między nami. w pełni świadoma kocham go nad życie.
chciałabym opisać wam każde szczęście, które od niego dostałam, ale nie jestem w stanie. myślę,że wystarczy jak zakończę mój miłosny chaos pisząc po prostu, że kocham i jestem kochana.
ps.: będę Panią Kapustą!
pierwsza myśl "przystojny" , druga "pantofel, nie chcę takiego".. nie miało być to miłe, było szczere. odmawianie mu randki, z powodu deszczu też było szczere. absurdalnie pocałował mnie w momencie, kiedy mówiłam, że JESZCZE NIE. od tamtej pory byłam już jego. mniej lub bardziej.
wspólne mieszkanie wiele nas nauczyło. przede wszystkim nauczyło nas przyjaźni i rozmowy, na tym budowaliśmy i wciąż budujemy nasz związek. nauczyliśmy się prawdy, mimo tego, że czasem była bolesna. wspólnie przepłakane noce kończące się wtuleniem w Jego ramiona. czuję się przy nim taka bezpieczna.pierwszy raz mężczyzna z którym jestem jest dla mnie wszystkim.
ton jego głosu jest jak ulubiona piosenka, której pragnę słuchać. jego oczy najpiękniejsze o poranku, kiedy lekko przymrużone, troche uśmiechnięte wpatrzone są we mnie. milczenie to nasza własna rozmowa.
mamy plany na bliższą i dalszą przyszłość, tworzymy je razem, bo zależą od nas.
kłócimy się przeważnie przez moje paranoje, ale te najczęściej nachodzą mnie wtedy, kiedy nie dowierzam w szczęście, które on mi daje.. szczęście, które posiadam.
kocham jego uśmiech. kocham stan kiedy znajduje się blisko jego serca. kocham czuć jego wzrok na sobie. kocham jego pocałunki, szczególnie te bez powodu. kocham patrzeć jak zasypia. kocham go w ubraniu i nago. kocham jak mówi, że kocha. kocham go kochać.
nikt i nic nie jest w stanie zmienić tego co jest między nami. w pełni świadoma kocham go nad życie.
chciałabym opisać wam każde szczęście, które od niego dostałam, ale nie jestem w stanie. myślę,że wystarczy jak zakończę mój miłosny chaos pisząc po prostu, że kocham i jestem kochana.
ps.: będę Panią Kapustą!
niedziela, 28 kwietnia 2013
zanim zostałam milionerką 1/2

fakt, że zaniedbałam całe zamieszanie spowodowany jest tym, że na głowie mam miliony spraw, zadań do wykonania, a całą reszte wypełnia ON. wciąż jestem tu, w kraju który utrzymywany jest przez takich jak ja. wielu ludzi spotkanych na swojej drodze, przeważnie przelotne znajomości, gdyż tu rzadko kiedy zdarzają się ludzie szczerzy i pomocni. chyba chciałabym wam opowiedzieć o tym co działo się przez ostatnie siedem miesięcy, od wtedy gdy orzekłam, że wyjeżdżam..
kilka dni w nowym miejscu, pierwsza praca, nowi ludzie i jedyne co umiem powiedzieć to "goedemorgen" ('hujemorhe'; dzień dobry). generalnie wszędzie strach, chociaż ludzie mili i więcej nagadałam się potokiem bezmyślnych słów po angielsku, polsku, cała reszta na migi. zaczęły się zlewać godziny, dni, tygodnie.. praca, dom, praca, dom i wciąż to samo.
najgorsze były wieczory. nie umiem opisać samotności jaką odczuwałam, pomimo tego, że obok była siostra. to nie to samo. brakowało mi tego od czego chciałam uciec.
do kolejnej pracy nie było mi tak spieszno, tym bardziej że poszłam do niej tylko ze względu na to, żeby udowodnić najbliższym, że jestem twarda i dam sobie rade.
praca nie była zła, ludzie też nie. myślenie o powrocie do domu odrzuciłam na dalszy plan. dałam sama sobie szanse. od tamtej pory żyło się jakby lepiej..
pierwszy zjazd do Polski, do domu. wypełnienie pustki, radość i naładowanie energią na tyle, żeby podjąć decyzje o powrocie do Holandii.
"wyjeżdżam. potrzeba trochę odpowiedzialności, racjonalności i przejmowania się sobą, a nie innymi. izolacja dobrze wpływa na psychikę. do tego miasta wrócę w odpowiednim dla siebie czasie." USTOSUNKUJĘ SIĘ! odpowiedzialności jest we mnie więcej niż trochę - przede wszystkim za siebie, ale też za Niego i za Nas. Racjonalność nabyłam w czasie, gdy musiałam planować pewne rzeczy, podczas organizowania sobie czegokolwiek. każdy problem jaki się napatoczy jest analizowany racjonalnie, czasem aż za bardzo.. przejmowanie się sobą, a nie innymi nie zamieniłam na egoistyczne gadanie. po prostu "...każdy ma swoje priorytety...".
ps.: 1/2 - nawet nie wiem za bardzo jak określić ten bełkot.
2/2 - o nim, o nas, gdyż chcę się podzielić szczęściem, które znalazłam.
poniedziałek, 5 listopada 2012
dziadowski bicz!
życie jest piękne, wiecie? każda pojedyncza chwila, każde
zdarzenie, które nas spotyka niesie za sobą gorycz lub śmiech. to kwestia
wyboru, a my - ludzie, nie jesteśmy w wyborach najlepsi. ale przecież nawet po
najgorszym dniu nadchodzi wieczór, a wieczorem otwierają się drzwi zadymionych
pomieszczeń o niskich stropach, pełnych alkoholu i słów, pełnych nadziei i
planów, pełnych nas. z tego się właśnie składamy, każda cząstka nas lekko
zarażona dekadentyzmem i zachłyśniętą częścią życia. chyba dziś wpadła na kawę stara znajoma depresja, bo juz dawno nie miałam tak wielkiej ochoty na leżenie w łóżku i wielogodzinne wpatrywanie się w ścianę.
mówią o niej, że zimna, nieczuła. że sprzedała duszę za kolczyki z diamentami. że śmiech ma okrutny, perlisty donośny. a ona płacze dopiero, gdy jest sama. gdy nikt nie widzi. miejcie litość dla tych najtwardszych i spuśćcie ich czasem z oczu. oni też potrzebują chwili przerwy, by nauczyć się tekstu na kolejna scenę, by zmyć makijaż, by spokojnie usiąść na krześle i patrzeć w ścianę, na której było lustro, a teraz już nie ma nic.
cała jestem jakaś sprzeczna, hipokrytka.
Ps.: co to znaczy dziadowski bicz, wiecie?
niedziela, 4 listopada 2012
one day baby
oh baby, we'll be old
and think about all the stories that we could have told..
usiąść i coś napisać. napisać coś, co będzie czymś z mojej głowy. głowa rośnie od nadmiaru myśli związanych z tym co się wydarzyło i co wydarzyć się może..
jesteś w obcym miejscu, ludzie są Ci obcy, język jest Ci obcy.. obce spojrzenia, szepty, gesty, wszystko obce.. nie wiesz gdzie pójść, co zrobić. boisz się zajrzeć do miejsc, w których nie byłeś. nie wiesz jak się zachować. nie jest to wyobcowanie, ale nie wiem ani ja, ani ty jak to określić.. to coś jakby samotność. choć tak naprawdę to nie jest Ci chyba nawet przykro, że jesteś sam..
środa, 26 września 2012
rozejm się skończył.
nie można mieć głowy w dwóch miejscach naraz. ja osobiście nie jestem w
stanie mieć jej nawet w jednym..
zdarzają mi się takie chwile jak
dziś, kiedy kompletnie wypłukana, siadam w mym magicznym miejscu i nagle
wszystkie uczucia wracają. wracają z taką siłą i taką mocą o jakiej mi się
nawet nie śniło. wiedziałam, że ten czas tutaj pomoże mi się z czymś uwikłać. i
tak, mogę śmiało powiedzieć, że nie jest już źle. jest tak jak być powinno i
chyba nic już tego nie zmieni.
budzi się we mnie tyle emocji
nieznanych wcześniej, które trzeba oswajać w różnych konfiguracjach i które
zderzają się ze sobą jak nieobliczalne cząstki atomu. tysiące nieprzewidzianych
eksplozji o różnej sile. zaczynają mi sprawiać radość drobiazgi, z pozoru nic nie
znaczące szczegóły, gesty, uśmiechy innych, znajome twarze, wspólne wyjście. dostrzegam
życie wokół siebie, jesień w moim mieście.
wyjeżdżam. potrzeba trochę
odpowiedzialności, racjonalności i przejmowania się sobą, a nie innymi. izolacja dobrze wpływa na psychike. do tego
miasta wrócę w odpowiednim dla siebie czasie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)