czwartek, 10 maja 2012

od telepatii po szczęście.



telepatia. jedna z TYCH rzeczy. nikt nie wie jak działa, ale działa. i wszystkich irytuje na około. stoisz naprzeciwko człowieka i myślisz sobie, że wiesz o czym on myśli. on też zaczyna to wyczuwać, więc oczywiście od razu zaczyna myśleć o czymś innym, z tym, że ty nie wiesz, że on już myśli o czymś innym, nie o tym, o czym naprawdę myśli. Bóg zrobił wiele rzeczy, żeby ludzie nie mogli dogadać się między sobą, ale to było wyjątkowo perfidne z jego strony. pomijając ludzi, którzy zawsze myślą o niczym, albo o czymś innym. to ekstremalne przypadki, które nie wiedzą nawet, że są sobą i co rano się dziwią, patrząc w lustro. co to z resztą znaczy - być sobą? najlepiej nie myśleć o niczym.. czasem po prostu trzeba się napić, żeby nie oszaleć. wyłączyć mózg na parę godzin, niech się zajmie tylko sobą, może przekaże nam rankiem coś interesującego. tymczasem mózg po paru godzinach samotności zawsze stwierdza, że ciało, którym zarządza jest nic nie warte i w ogóle najlepiej nic mu nie mówić, więc przekazuje tylko informację 'wody'. idziemy więc się napić, jest już rano, a częściej już południe i wszystko zaczyna się od nowa, z tym, że jest już parę godzin bliżej rozwiązania. rozwiązania czegokolwiek.

generalnie to powiem wam, że rzygam całym tym miastem. nie lubię tych samych piątkowych wieczorów, nie lubię też sobotnich poranków. toleruję je tylko ze względu na ludzi, z którymi spędzam ten czas. dawka śmiechu, ekscytacji, energii jaką oni mi podają, wyrównuje się z dawką niechęci do tego gdzie jestem.



szczęście w nieszczęściu i po uszy zakochana, a to dobrze nie wróży..


wtorek, 27 marca 2012

pożegnanie zimowego snu, pobudka..

   a ja byłam właściwie szczęśliwa. właściwie, to dobre słowo. taka przykrywka do wszystkiego, czego nie chcemy powiedzieć. właściwie dobrze, to znaczy nie, nie dobrze, ale prawie źle, ale po co Ci o tym mówić. właściwie zdrowa, to znaczy chora, może była chora, może jeszcze nie doszła do siebie, więc właściwie zdrowa, ale nie Twoja sprawa. właściwie myślałam, żeby do Ciebie zadzwonić... to znaczy, nie, nie chciałam dzwonić, ale nie wiem, co powiedzieć, więc słowo właściwie i tak da Ci do zrozumienia, że nie dzwoń Ty również. . właściwie - znaczy prawie kłamstwo.właściwie nic mi nie jest.to znaczy jest mi wszystko.

   
perspektywa dobrej chwili może zmienić wszystko i to na lepsze. satysfakcja wykonanej roboty jest jedną wielką drastyczną sceną. ciągłe zmiany planów powodują, że moje samopoczucie staje się obojętne. mam wolny dzień, nagle jakiś spontan i nie mam czasu wyprasować tej sterty ciuchów, które już prasuje od kilku miesięcy.. niestety, dobrze zaplanowany dzień też przeważnie kończy się fiaskiem, bo nagle coś komuś wyskakuje. 
jestem milsza niż zwykle i staram się to wszystko tolerować. . wspomnienia, które powodują że zamiast zapomnieć, pamiętam. zdrajcy, czekający na nagrodę i bezinteresowni przyjaciele. wciskanie nosa w nie swoje sprawy wyprowadza z równowagi. a gdy kogoś się prosi o pomoc, wychodzi się na słabeusza.
    fuck the system! to wszystko to jakieś pierdzielone syzyfowe prace.. jestem najszczęśliwsza, gdy piję kakao leżąc już w łóżku, jak teraz. i On też mi daje szczęście.

Ps.: BUZIAK i przepraszam za drzemkę!

środa, 25 stycznia 2012

moja własna incepcja.

   nikt nie wie, jak to jest siedzieć zamkniętym w małym miasteczku. niby nikogo zamknąć nie można, bo każdy idzie, gdzie chce i robi, co mu się podoba. tymczasem tu nie ma dokąd iść i wszystko włóczy się za tobą - rezygnacja, nuda, nawet wiatr jakiś taki pełen kurzawy. jak sceny z kiepskiego filmu, albo wyjątkowo nietrafiona książka. siedzisz na ławce, palisz papierosy i zastanawiasz się, czy jest się do kogo odezwać, a jak nawet jest, to po co? przecież powie Ci to, co wczoraj i to, co jutro, więc może lepiej zamilknijmy na amen i dajmy już sobie spokój z cudami dnia powszedniego, jak szczery śmiech, który ni stąd ni zowąd potrafi się wydobyć z zaschniętych, pustych gardeł, lecz zaraz umiera w głuchej ciszy i nikt o nim nie pamięta. sen nie jest ukojeniem, bo po przebudzeniu nadal jesteś we śnie, a po tym duszącym nudnym śnie przychodzi kolejnym i to ironicznie ktoś nazwał życiem. po co z resztą to mówić, wszyscy to wiedzą, formułują to w swoich mózgach mniej lub bardziej wyraźnie, statystycznie urodzin wciąż jest więcej niż zgonów, więc może jednak jest po co żyć, choć nie u nas, gdzieś indziej, gdzieś za granicą naszego wzroku i nigdy się o tym nie dowiemy.
   myślę, że życie dzieli się na straszne i żałosne. to są dwie kategorie. straszne to, no nie wiem.. śmiertelne przypadki, niewidomi, kalectwo. nie wiem jak sobie ludzie dają z tym radem radę, to zadziwiające. a żałosne są życia wszystkich pozostałych. więc jeżeli jesteś żałosny, powinieneś być wdzięczny losowi, że jesteś żałosny, bo być żałosnym to wielkie szczęście.


Kubuś Puchatek jest całkiem w porządku . w bajkowym świecie wszyscy są szczęśliwi, a ty? 

środa, 4 stycznia 2012

długo i szczęśliwie..

pospamuje Ci przed pójściem spać..

jest 00:35. zaczynam odczuwać zmęczenie, ale nie na tyle, aby nakłoniło mnie to do snu. odczuwam Twój brak. tęsknota mnie ssie. to uczucie, że jesteś mój, a i tak mi Ciebie mało. nie masz pojęcia, jaką jestem aktualnie szczęściarą. mimo tego, że zasypiasz przede mną..

już 00:37. kolejny uśmiech do monitora na myśl o Tobie. na myśl o tym, że za kilkanaście godzin Cię zobaczę. znowu będzie cudownie. mam nadzieję, że nie będzie padać, bo mam ochotę z Tobą pomarznąć..

00:39. myślę, że lubię jak mnie przytulasz. jak trzymasz rękę na moim udzie. jak patrzysz tylko na mnie, uśmiechając się inaczej niż zwykle..

00:41. dalej wpatrzona w ekran myślę.. i myślę, że uwielbiam jak mnie całujesz. po prostu uwielbiam.

00:43. stwierdzam, że zwariowałam na Twoim punkcie.

00:44. kocham Cię.

00:45. teraz już wiesz o czym myślę przed snem. z uśmiechem na twarzy zamykam laptopa, obracam się na prawy bok, przykrywam się kołdrą i zasypiam. zasypiam z myślą o Tobie.

00:46. dobranoc. ; *



nie macie pojęcia jak mi dobrze.. najlepiej.
mam super ludzi obok siebie. <3 

piątek, 9 grudnia 2011

almost lover

   naszło mnie na rozkmine z życia wziętą. bardzo świeże zdarzenia powodują napęd tych wszystkich liter, zamieniających się w niecierpliwe wyrazy, aż w końcu w zagubione zdania. nie ma czasu na sklejanie tego chaosu. każdy orze jak może!
   tylko jego mentalność pozwala mu zbliżyć się do mnie. nie uciekam. wciąż go obserwuję, sprawdzam, przepytuję. coraz częściej przekonuję się, że tak wiele nas dzieli, a mimo to daję jemu i sobie szansę. nie zabawiam się. traktuję sprawę poważnie. uczucia zastępuję delikatnym uśmiechem i beztroskim spojrzeniem w oczy. on wie, że nie ma w tym ani krzty miłości. mimo to, daje się wciągnąć w czułe gesty. wciąż mam w głowie jego uśmiech – wymarzone dołeczki w policzkach, do tego dochodzi to spojrzenie, które daje poczucie bezpieczeństwa i totalnej swobody. pragnę go coraz bardziej, bez obawy o to co powiedzą inni i czy będziemy żyli długo, czy raczej nieszczęśliwie.. zapominam o wszystkim, gdy mam go obok siebie. nie boję się spróbować i daję nam szansę.
   te zmiany, które zaszły we mnie kilka miesięcy temu, pomału wychodzą ze mnie, dostrzegam je, jestem z nich dumna. zamiast wiecznej pogoni za szczęściem, przed którym tak naprawdę uciekałam, w końcu mam
uśmiech na twarzy. bo żyję teraźniejszością, nie przejmując się tym co znów źle zrobiłam.

zaćmienie słońca

paranoja spowodowana brakiem motywacji do dalszej walki z samą sobą. to że sie trace to kwestia tego, że brak mi czasu. a jak juz mam czas, to go nie mam bo śpię. czyż nie popadłam w jakieś ruiny fatalizmu, który odbije sie na wszystkim, a ja nawet nie zdążę tego zauważyć, dopiero gdy wszystko upadnie będę czuła sie stracona. może tym razem uda mi sie zauważyć ile tracę z obawy przed utratą. czy ja kiedyś dostane taką szanse, krótką, malutką, na to, aby móc sobie poukładać w tej swojej małej główce to wszystko? nie mam żadnych wyższych wartości. nie, nie istnieje u mnie coś takiego. żadnego wzorca. zero jakiejkolwiek motywacji do tego, aby np. wziąć ksiażke i po prostu poczytać. dopadła mnie chwila, w której cieszę sie tylko tym, ze śpie. że mogę to robić. nienormalne? może czasem właśnie trzeba byc nienormalny, aby zrozumieć normalność innych, czy też nienormalność. w końcu kto powiedział, ze wszyscy wokół są ogarnięci.. zrozum własną wieś, a zrozumiesz cały świat.


byłam w izolacji, bo znajomi się odwrócili i zostałam sama ze sobą, potem się wkurwiłam i wróciłam do życia. 

niedziela, 20 listopada 2011

i'm not afraid.

Ludzie potrafią niszczyć, psychicznie przede wszystkim.. Czasami robią to całkowicie nieświadomie. Ale niektórzy tną słowami z dokładnością chirurga twoje myśli i uczucia. Dla własnej satysfakcji, dla lepszego samopoczucia i dla ? 
Dla zabawy. Bo czemu nie, bo kto im zabroni. Kto zabroni tym wszystkim gnojkom pociągać za sznurki cudzego życia? Nikt. A wiecie co ? To jest piękne. i cieszę się, że jestem jednym z nich.
Jeśli ktokolwiek jest na tyle słaby, że daje sobą manipulować to jego problem, a pociecha dla manipulatorów.
Jeśli ktokolwiek włączą się całkowicie oportunistycznie w owczy pęd - jest słaby - jego problem. Tacy ludzię nigdy nie osiągną sukcesu, nie mają ikry, własnego zdania, charakteru, charyzmy. Każdy lekki podmuch wiatru w ich psychikę pokazuje co mają pod spodem, coś a la Marylin Monroe w scenie z sukienką, tylko nie ma w tym ani krzty klasy, jest to żałosne. Są przejrzyści, banalni, gardzę nimi. Później kończą na "wysokich" stanowiskach smażąc frytki w McDonaldzie. I zanoszą się głośnym pytaniem "dlaczego tak skończyłem" - kretyni, niemożliwa jest odpowiedź na pytania retoryczne. Czy nikt im nie wytłumaczył, że do sukcesu nie ma windy? trzeba zapierdzielać po schodach, milion stopni do góry.
Kto oglądał "Człowieka z Blizną" z rewelacyjnym Al'em Pacino w roli głównej wie o czym mówię. Kto nie oglądał - krótko streszczę. Człowiek który jest nikim, poprzez spryt, charyzmę i wyznawanie zasady "po trupach do celu" (czasem bardzo dosłownie) wspiął się na sam szczyt. Nie cofnął się przed niczym, ryzykował wszystko, wygrał wszystko. Proste.
"The world is yours", Świat jest twardy, trzeba grac twardo. Trzeba walczyć o swoje, o marzenia, o każdą pieprzoną kwestię na której nam zależy. Bez skrupułów. Do końca. Kogo obchodzi co myślą inni. To mi ma być dobrze. Świat ma być mój.

Świat będzie mój. I to nie dlatego, że kupię sobie globus..

z pozdrowieniami od Krzysztofa Hanaka. 
+ NOBEL : *