niedziela, 17 czerwca 2012

śmierć w raju.


wróciłam do domu mając wciąż ogromny mętlik w głowie, mimo że już od jakiegoś czasu powtarzałam sobie, że to się tak skończy, że MY się skończymy. skąd więc ten zawód?! w ustach smak gorzkiego wina pomieszanego z niemniej gorzkimi łzami, przywoływał setki nieważnych teraz wspomnień. zaczęłam się cała trząść, w końcu runęłam na podłogę i zacisnęłam mocno pięści, czując jak paznokcie wbijają mi się w nadgarstek. nie dopuszczałam do siebie myśli, że on wciąż był ważny, że był nawet ważniejszy niż ja. czy to znaczy, że moje życie się wykoleiło, bo nie było nikogo, kto mógłby mu nadać dawny tor i kierunek? najżałośniejszy ryk rozpaczy przeciął moją duszę wzdłuż i wszerz. to właśnie wtedy obiecałam sobie, że nikogo więcej nie pokocham..

potrafie fałszywie sie uśmiechnąć. uwielbiam patrzeć z nienawiścią i pogardą, odzywać się z ironią. jestem w stanie zrobić Ci krzywdę aby się zemścić.. po dniach, tygodniach, latach. kiedy znajdę odpowiednią okazje. czasem płacze bo nie mam siły. śmieje się wtedy kiedy mam ochotę. wiem, że jeśli ktoś zdradzi raz zrobi to znowu.. wybaczam, tylko jeśli kocham. niektórzy nie mają inklinacji wybaczania. po prostu zrywają kontakt z ludźmi, którzy im dopiekli i w ten sposób rozwiązują problem. ktoś, kto nie istnieje, nie może Cię już zranić. dobry sposób na życie, zamierzam go stosować ..
 boje się jedynie śmierci lub samotności. choć czasem perspektywa samotności wydają się być jedynym i odpowiednim kompanem dla mnie. nie jesteś w stanie mnie poniżyć bo doskonale znam swoją wartość. nie wymagam od innych tego czemu sama nie potrafiłabym sprostać. lecz stać mnie na wiele.

bo to nie działa. nigdy nie działa. nagle budzisz się pewnego dnia i dociera do ciebie, że dajesz za dużo, że dajesz niepotrzebnie, że dajesz w kosmos i nie dostajesz nic w zamian. bo nie można nic za kogoś. zamiast kogoś. to złudzenie, że można chcieć za dwoje. nie. nie można.

czwartek, 10 maja 2012

od telepatii po szczęście.



telepatia. jedna z TYCH rzeczy. nikt nie wie jak działa, ale działa. i wszystkich irytuje na około. stoisz naprzeciwko człowieka i myślisz sobie, że wiesz o czym on myśli. on też zaczyna to wyczuwać, więc oczywiście od razu zaczyna myśleć o czymś innym, z tym, że ty nie wiesz, że on już myśli o czymś innym, nie o tym, o czym naprawdę myśli. Bóg zrobił wiele rzeczy, żeby ludzie nie mogli dogadać się między sobą, ale to było wyjątkowo perfidne z jego strony. pomijając ludzi, którzy zawsze myślą o niczym, albo o czymś innym. to ekstremalne przypadki, które nie wiedzą nawet, że są sobą i co rano się dziwią, patrząc w lustro. co to z resztą znaczy - być sobą? najlepiej nie myśleć o niczym.. czasem po prostu trzeba się napić, żeby nie oszaleć. wyłączyć mózg na parę godzin, niech się zajmie tylko sobą, może przekaże nam rankiem coś interesującego. tymczasem mózg po paru godzinach samotności zawsze stwierdza, że ciało, którym zarządza jest nic nie warte i w ogóle najlepiej nic mu nie mówić, więc przekazuje tylko informację 'wody'. idziemy więc się napić, jest już rano, a częściej już południe i wszystko zaczyna się od nowa, z tym, że jest już parę godzin bliżej rozwiązania. rozwiązania czegokolwiek.

generalnie to powiem wam, że rzygam całym tym miastem. nie lubię tych samych piątkowych wieczorów, nie lubię też sobotnich poranków. toleruję je tylko ze względu na ludzi, z którymi spędzam ten czas. dawka śmiechu, ekscytacji, energii jaką oni mi podają, wyrównuje się z dawką niechęci do tego gdzie jestem.



szczęście w nieszczęściu i po uszy zakochana, a to dobrze nie wróży..


wtorek, 27 marca 2012

pożegnanie zimowego snu, pobudka..

   a ja byłam właściwie szczęśliwa. właściwie, to dobre słowo. taka przykrywka do wszystkiego, czego nie chcemy powiedzieć. właściwie dobrze, to znaczy nie, nie dobrze, ale prawie źle, ale po co Ci o tym mówić. właściwie zdrowa, to znaczy chora, może była chora, może jeszcze nie doszła do siebie, więc właściwie zdrowa, ale nie Twoja sprawa. właściwie myślałam, żeby do Ciebie zadzwonić... to znaczy, nie, nie chciałam dzwonić, ale nie wiem, co powiedzieć, więc słowo właściwie i tak da Ci do zrozumienia, że nie dzwoń Ty również. . właściwie - znaczy prawie kłamstwo.właściwie nic mi nie jest.to znaczy jest mi wszystko.

   
perspektywa dobrej chwili może zmienić wszystko i to na lepsze. satysfakcja wykonanej roboty jest jedną wielką drastyczną sceną. ciągłe zmiany planów powodują, że moje samopoczucie staje się obojętne. mam wolny dzień, nagle jakiś spontan i nie mam czasu wyprasować tej sterty ciuchów, które już prasuje od kilku miesięcy.. niestety, dobrze zaplanowany dzień też przeważnie kończy się fiaskiem, bo nagle coś komuś wyskakuje. 
jestem milsza niż zwykle i staram się to wszystko tolerować. . wspomnienia, które powodują że zamiast zapomnieć, pamiętam. zdrajcy, czekający na nagrodę i bezinteresowni przyjaciele. wciskanie nosa w nie swoje sprawy wyprowadza z równowagi. a gdy kogoś się prosi o pomoc, wychodzi się na słabeusza.
    fuck the system! to wszystko to jakieś pierdzielone syzyfowe prace.. jestem najszczęśliwsza, gdy piję kakao leżąc już w łóżku, jak teraz. i On też mi daje szczęście.

Ps.: BUZIAK i przepraszam za drzemkę!

środa, 25 stycznia 2012

moja własna incepcja.

   nikt nie wie, jak to jest siedzieć zamkniętym w małym miasteczku. niby nikogo zamknąć nie można, bo każdy idzie, gdzie chce i robi, co mu się podoba. tymczasem tu nie ma dokąd iść i wszystko włóczy się za tobą - rezygnacja, nuda, nawet wiatr jakiś taki pełen kurzawy. jak sceny z kiepskiego filmu, albo wyjątkowo nietrafiona książka. siedzisz na ławce, palisz papierosy i zastanawiasz się, czy jest się do kogo odezwać, a jak nawet jest, to po co? przecież powie Ci to, co wczoraj i to, co jutro, więc może lepiej zamilknijmy na amen i dajmy już sobie spokój z cudami dnia powszedniego, jak szczery śmiech, który ni stąd ni zowąd potrafi się wydobyć z zaschniętych, pustych gardeł, lecz zaraz umiera w głuchej ciszy i nikt o nim nie pamięta. sen nie jest ukojeniem, bo po przebudzeniu nadal jesteś we śnie, a po tym duszącym nudnym śnie przychodzi kolejnym i to ironicznie ktoś nazwał życiem. po co z resztą to mówić, wszyscy to wiedzą, formułują to w swoich mózgach mniej lub bardziej wyraźnie, statystycznie urodzin wciąż jest więcej niż zgonów, więc może jednak jest po co żyć, choć nie u nas, gdzieś indziej, gdzieś za granicą naszego wzroku i nigdy się o tym nie dowiemy.
   myślę, że życie dzieli się na straszne i żałosne. to są dwie kategorie. straszne to, no nie wiem.. śmiertelne przypadki, niewidomi, kalectwo. nie wiem jak sobie ludzie dają z tym radem radę, to zadziwiające. a żałosne są życia wszystkich pozostałych. więc jeżeli jesteś żałosny, powinieneś być wdzięczny losowi, że jesteś żałosny, bo być żałosnym to wielkie szczęście.


Kubuś Puchatek jest całkiem w porządku . w bajkowym świecie wszyscy są szczęśliwi, a ty? 

środa, 4 stycznia 2012

długo i szczęśliwie..

pospamuje Ci przed pójściem spać..

jest 00:35. zaczynam odczuwać zmęczenie, ale nie na tyle, aby nakłoniło mnie to do snu. odczuwam Twój brak. tęsknota mnie ssie. to uczucie, że jesteś mój, a i tak mi Ciebie mało. nie masz pojęcia, jaką jestem aktualnie szczęściarą. mimo tego, że zasypiasz przede mną..

już 00:37. kolejny uśmiech do monitora na myśl o Tobie. na myśl o tym, że za kilkanaście godzin Cię zobaczę. znowu będzie cudownie. mam nadzieję, że nie będzie padać, bo mam ochotę z Tobą pomarznąć..

00:39. myślę, że lubię jak mnie przytulasz. jak trzymasz rękę na moim udzie. jak patrzysz tylko na mnie, uśmiechając się inaczej niż zwykle..

00:41. dalej wpatrzona w ekran myślę.. i myślę, że uwielbiam jak mnie całujesz. po prostu uwielbiam.

00:43. stwierdzam, że zwariowałam na Twoim punkcie.

00:44. kocham Cię.

00:45. teraz już wiesz o czym myślę przed snem. z uśmiechem na twarzy zamykam laptopa, obracam się na prawy bok, przykrywam się kołdrą i zasypiam. zasypiam z myślą o Tobie.

00:46. dobranoc. ; *



nie macie pojęcia jak mi dobrze.. najlepiej.
mam super ludzi obok siebie. <3 

piątek, 9 grudnia 2011

almost lover

   naszło mnie na rozkmine z życia wziętą. bardzo świeże zdarzenia powodują napęd tych wszystkich liter, zamieniających się w niecierpliwe wyrazy, aż w końcu w zagubione zdania. nie ma czasu na sklejanie tego chaosu. każdy orze jak może!
   tylko jego mentalność pozwala mu zbliżyć się do mnie. nie uciekam. wciąż go obserwuję, sprawdzam, przepytuję. coraz częściej przekonuję się, że tak wiele nas dzieli, a mimo to daję jemu i sobie szansę. nie zabawiam się. traktuję sprawę poważnie. uczucia zastępuję delikatnym uśmiechem i beztroskim spojrzeniem w oczy. on wie, że nie ma w tym ani krzty miłości. mimo to, daje się wciągnąć w czułe gesty. wciąż mam w głowie jego uśmiech – wymarzone dołeczki w policzkach, do tego dochodzi to spojrzenie, które daje poczucie bezpieczeństwa i totalnej swobody. pragnę go coraz bardziej, bez obawy o to co powiedzą inni i czy będziemy żyli długo, czy raczej nieszczęśliwie.. zapominam o wszystkim, gdy mam go obok siebie. nie boję się spróbować i daję nam szansę.
   te zmiany, które zaszły we mnie kilka miesięcy temu, pomału wychodzą ze mnie, dostrzegam je, jestem z nich dumna. zamiast wiecznej pogoni za szczęściem, przed którym tak naprawdę uciekałam, w końcu mam
uśmiech na twarzy. bo żyję teraźniejszością, nie przejmując się tym co znów źle zrobiłam.

zaćmienie słońca

paranoja spowodowana brakiem motywacji do dalszej walki z samą sobą. to że sie trace to kwestia tego, że brak mi czasu. a jak juz mam czas, to go nie mam bo śpię. czyż nie popadłam w jakieś ruiny fatalizmu, który odbije sie na wszystkim, a ja nawet nie zdążę tego zauważyć, dopiero gdy wszystko upadnie będę czuła sie stracona. może tym razem uda mi sie zauważyć ile tracę z obawy przed utratą. czy ja kiedyś dostane taką szanse, krótką, malutką, na to, aby móc sobie poukładać w tej swojej małej główce to wszystko? nie mam żadnych wyższych wartości. nie, nie istnieje u mnie coś takiego. żadnego wzorca. zero jakiejkolwiek motywacji do tego, aby np. wziąć ksiażke i po prostu poczytać. dopadła mnie chwila, w której cieszę sie tylko tym, ze śpie. że mogę to robić. nienormalne? może czasem właśnie trzeba byc nienormalny, aby zrozumieć normalność innych, czy też nienormalność. w końcu kto powiedział, ze wszyscy wokół są ogarnięci.. zrozum własną wieś, a zrozumiesz cały świat.


byłam w izolacji, bo znajomi się odwrócili i zostałam sama ze sobą, potem się wkurwiłam i wróciłam do życia.